Czeski dolar
 Oceń wpis
   

"Zrozumiał pan, że ideologia pozostawienia sił rynkowych własnemu działaniu, pana wizja świata, nie sprawdzają się w praktyce?" - naciskał Waxman. "Tak, moja ideologia jest mylna. - Greenspan.

Już wiem dlaczego od roku nic nie napisałem. Ten cytat słów Waxmana i Greenspana z dziennika oddaje przepaść jaka zrobiła się między tym co myślę o ekonomii, a miejscem w jakim jest powszechna wiedza o niej.

Nie wiem jak wierne jest tłumaczenie zacytowanych wypowiedzi, mam nadzieję, że niezbyt wierne. Ale trąca to to jakąś cuchnącą manipulacją. Waxman na gruzach chorego systemu, zawalonego z powodu odejścia od wolnego rynku, wykrzykuje na cały świat, że pozostawienie sił rynkowych własnemu działaniu jest przyczyną choroby?!. Istny obłęd!

Ładnych parę lat temu, za Greenspana, FED przestał mieć obowiązek podawania całkowitej ilości dolara w gospodarce. Wcześniej, ładnych parę lat wcześniej, zlikwidowano parytet złota (ostatecznie w 1973r). Parę lat wcześniej przyznano monopol na drukowanie waluty narodowej jednemu bankowi. Tak wyglądała droga nie pozostawiania sił rynkowych własnemu działaniu.

Zanim to nastąpiło, ludzie w naturalny sposób wybierali walutę jakiej ufali, generalnie był to dolar czeskiego hrabiego (naprawdę solidny). Robili tak samo z butami, powozami, siekierami.

Panie Waxman, czy zrozumiał pan, że ideologia nie pozostawienia sił rynkowych własnemu działaniu, pana wizja świata, nie sprawdzają się w praktyce?!

 

Komentarze (1)
Sms-owa segregacja klasowa
 Oceń wpis
   



30.01.08
Ogromnie dziękuję! Znalazłem się w pierwszej 10-tce i jestem w ostatnim III etapie. Zasługuję? :)
Hm... nie śmiem namawiać na jeszcze jeden wysiłek... ale jeśli... to:

C00080 na 71222
pozdrawiam


19.01.08

Będę Ci wdzięczny za zagłosowanie sms-kiem na mój blog w konkursie na blog roku. A za zainwestowane pieniądze postaram się odwdzięczyć w postaci drobnej, ale może kiedyś przydatnej wiedzy o sms-owej segregacji klasowej. Koszt przeznaczonego na cele charytatywne sms-a, to klasyczne 1,22 zł z VAT. Czy dla wszystkich? Oczywiście nie. Jeśli jesteś tzw. osobą fizyczną i komórkę masz „ na siebie”, rzeczywiście tyle ubędzie Ci z kieszeni kiedy zapłacisz rachunek. Jeśli jednak jesteś firmą to zapłacisz niby ten sam rachunek jednak równocześnie do US zapłacisz o 22 gr. VAT-u mniej. Czyli koszt to 1 zł? Nie! Jeszcze podatek CIT lub PIT (nie trzeba w to wnikać) czyli 19% od właśnie jednej złotówki. Wynik 81 gr. realnego kosztu. Wiem, grosiki nie robią wrażenia... to może procenty? 1,22 zł to o 50% więcej niż 81 groszy! Pewnie niektórzy powiedzą, że jest lepsza jeszcze jedna opcja. Komórka służbowa, bo nic ich nie kosztuje. Pozwolę sobie nie zgodzić sie z tym, ale to temat na znacznie dłuższy tekst. To co? zainwestujesz? :)
Wyślij sms o treści C00080 na numer 71222
Etap wysyłania sms-ów wyłaniających grupę blogów do dalszej oceny trwa do 29.01.08.
Więcej szczegółów na stronie www.blogroku.pl/kategoria_glosuj.html

Komentarze (1)
Mikołaj zdemaskowany...
 Oceń wpis
   

Nie zbyt dawno dawno temu, za wielkimi Bismarckami i parlamentami, polityczny święty Mikołaj, w swojej namiętności czynienia obywateli szczęśliwymi, postanowił poszukać neutralnych źródeł finansowania wora z prezentami. Zobowiązał tedy każdego przedsiębiorcę do pobrania od swoich klientów podatku na rzecz mikołajowego wora. Zalecił rzecz prostą: jeśli sprzedajesz swojemu klientowi np. pralkę, to masz zażądać od niego dodatkowych pieniędzy na rzecz owego wora. Aby nie powodować bałaganu określił wielkości tych żądań. Dla pralki za 1000 zł zażądasz (zgodnie z taryfikatorem) 220 zł . Nie masz prawa dokonać tej transakcji jeśli klient odmówi zapłacenia tej daniny. Jeśli jednak ominiecie temat, oboje jesteście przestępcami. (prezenty - rzecz uświęcająca środki). Możesz oczywiście pomniejszyć ową daninę jeśli inny przedsiębiorca, sprzedając Ci tą pralkę wcześniej za 850 zł pobrał od Ciebie wcześniej dodatkowe 187 zł na tej samej zasadzie (on też przekazał fabryce równoległe165 zł kupując ją za 790 zł). Inteligentny Mikołaj dostanie łącznie te 220 od ostatecznego konsumenta.) To, że nie słyszysz słowa podzięki za bycie poborcą podatkowym świadczy tylko o empatycznych zdolnościach Mikołaja do czynienia prezentów. Podobną wrażliwość Mikołaja zauważamy w kwestii dobroczynnego wpływu na całą gospodarkę prezentami. Przecież pralka kosztuje w detalu 1000 zł i w żadnym przypadku nie można twierdzić tych śmiesznych i mylących bzdur, że 1220 zł. Prawda?! Dziw, że Mikołaj nie wpadł na to, żeby podnieść swoje żądanie z 220 do 1000 zł. Z tą neutralnością to można się nawet zgodzić, bo oczywistym jest, że nie wzrasta sprzedaż pralek, lodówek, samochodów... i każdej rzeczy i usługi będącej pretekstem do ściągnięcia podatku VAT. A My głupi, wciąż wierzymy w Mikołaja...

Komentarze (0)
Polak ma przerąbane!
 Oceń wpis
   
Wiem co trzeba zrobić aby naprawić gospodarkę, aby ją ruszyć z posad. Aby ludziom żyło się coraz dostatniej :). Odkrywałem to powoli zbierając swoje doświadczenia jako uczestnika rynku. Będąc czas jakiś pracownikiem widziałem tylko swoją "wypłatę" i nie miałem motywacji, aby zrozumieć z czego wynika, z jakiego systemu podatkowego wypłynęła. Od razu uprzedzam, że nie chodzi o wysokość podatków. Kiedy przyszedł czas na firmę, zacząłem od bankructwa i oczywiście było ono efektem mojej infantylnej wiedzy i błędów. Choć jasne jest dla mnie, że "dorżnęło" mnie Państwo. Zus-y za pracowników i podatki są jak gilotyna... z kontrahentami można sie dogadać natomiast Państwo ma grację 100 tonowego głazu.

Ale to też drugorzędna sprawa, bo dorżnęło mnie coś ukrytego przed oczami większości z nas, coś co deformuje cały proces gospodarczy nie tylko w Polsce. Oczywiście, sprowadzenie tego do jednej zasady jest uproszczeniem na potrzeby krótkiego tekstu. De Soto np. napisał cała książkę o wpływie braku stabilnych i jasnych uregulowań własnościowych na arcyważną rzecz dla gospodarki jaką jest kapitalizacja.

A chodzi właśnie o kapitalizacje na każdym poziomie, pracownika z średnią krajową, managera z wysoką krajową czy przedsiębiorców.

Ja, żeby to poczuć i zrozumieć potrzebowałem 20 lat doświadczeń i ponad 100 razy zagrać w grę Roberta Kyosakiego "Cash Flow". Na pierwszy rzut oka, gra przypomina słynny monopol, ale tylko przypomina. Też plansza, też kostka, ale karta zapisu księgowego to już zupełnie inny świat. Jest na niej coś, co na początku sprawia kłopot każdemu nowemu graczowi. Mianowicie pojęcie "wypłata", która jest czymś innym niż to do czego nas przyzwyczajono. "WYPŁATA" to nie to co nam "wypłacono", lecz to co zostało po przeżyciu miesiąca. Bo przecież aby przeżyć musimy! ponieść pewne nie do ominięcia koszty!

Wypłata w tej grze jest czymś zupełnie innym. Jej wartość uzyskujemy dopiero po odjęciu od zarobków wszystkich kosztów w skali miesiąca. Czyli pojęciu „WYPŁATA" staje się równoważne znaczenie pojęcia "DOCHÓD"

Tu zadam pomocnicze pytania aby wyjaśnić do czego zmierzam:

Czy możesz swoją pracę wykonywać bez skarpetek? Albo bez spodni? Nie używając pasty do zębów? Nie śpiąc? Nie jedząc? Dlaczego ustawodawca z jednej strony uznając ustawową konieczność urlopu dla pracownika, nie pozwala uznać kosztów urlopu jako kosztów uzyskania wypłaty?

Co zmieniłoby proponowane przeze mnie podejście? Wszystko! Bo realnie, podatek u nas zwany dochodowym (od dochodu?) jest bliższy podatkowi od przychodu (obrotu). Gdyby pracownik etatowy mógł zaliczyć koszta uzyskania swojej pensji (paliwo, samochód, prąd, woda i wiele innych) to jego "DOCHÓD" byłby bliższy prawdzie. A podatek liczony od realnego dochodu, nawet jak byłby wysoki, to nie zagrażałby nikomu bo i tak by coś zostało.

I tu dochodzę do sedna. Deformując wynaleziony już przez Saracenów podwójny zapis księgowy, zatarto pojecie "dochodu". Polakom praktycznie nic nie zostaje a wielu żyje wciąż na minusie, nie rozumiejąc skąd to sie bierze. Na firmy też zarzucono wiele takich pułapek, np. amortyzacja zamiast zaliczenia inwestycji wprost w koszty, czy VAT od paliwa albo samochodu. Nie mam gotowej recepty na to jak to przywrócić technicznie, ale wiem, że można. (Jeśli politycy mogli to skonstruować, czemu nie można byłoby tego zdekonstruować?). Wiem, wygląda na to, że wielu nie płaciłoby zbyt wiele. Ale to byłoby po pierwsze uczciwe, po drugie ludziom by coś zostawało (sic) i mieliby szansę się rozwijać (czyt. Kapitalizować). W końcu to ludzie są podmiotem, a nie pojęcia takie jak budżet. Idąc dalej, jeśli ludziom zacznie zostawać to, zaczną rosnąć wpływy z podatku, może wreszcie powstanie tzw. klasa średnia? Proszę zwrócić uwagę, że nie wspomniałem o podatkach pośrednich, o akcyzach i parapodatkach... Na prawdę Obywatel w Polsce ma przerąbane!

Komentarze (3)
Brytfanna, Bismarck i służba zdrowia
 Oceń wpis
   
Proponowanie dzisiaj prywatnej... już miałem napisać „służby”!? zdrowia, jest czymś na kształt zamachu na poczucie ładu większości społeczeństwa. Panuje jakieś przekonanie, że zaraz po takim fakcie staniemy bezradni wobec chorób, drogich szpitali i zemrzemy na postępujące ubóstwo...

Tymczasem w 2008 wydatki na ową chwalebną „służbę” wynieść mają ok. 50 mld i nie jest to wszystko, bo jeszcze samorządy i inne mechanizmy, a także wizyty prywatne wycisną kolejne kwoty z kieszeni każdego niemowlaka. Jak dodamy koszt obsługi tych pieniędzy to mamy spoko 80 mld zł. To daje ok. 2000 zł na każdego z 38 mln Polaków. Czyli 4 osobowa rodzina (stąd te niemowlaki) dostałaby z powrotem 8000 zł! Gdyby tak wykupiła ubezpieczenie „premium” zawierające wszelkie badania, leczenie, nawet koszty trudnych kuracji czy operacji? Dla przykładu za 30 zł miesięcznie 30-to latek zabezpiecza sie na konieczność operacji pomostowej naczyń wieńcowych (bypass) wartej 10 tys zł czy też operacji kręgosłupa czy wycięcia tarczycy itp. itd. W tych naszych raczkujących bo zdeformowanych przez Państwo usługach za kilkaset złotych miesięcznie można się ubezpieczyć na wszystko łącznie z leczeniem za granicami kraju... Zakładając, że ten rynek ogromnie by sie rozwinął, ceny spadły by znacznie... i po temacie „służby zdrowia”. Co śmieszne, to co trzeba zrobić to... przestać robić... służbę zdrowia. Ba! nie trzeba rewolucji, wystarczy zaproponować prosty układ obywatelom: bierzesz swoje 2000 zł, ale wara od Państwowej służby zdrowia, wykopiemy Cię natychmiast z naszego „lśniącego” systemu! ok?!
Ok, mówi obywatel i decyduje.

Jest jednak jedna przeszkoda... mianowicie brytfanna. Kiedyś córka zapytała mamę o cel przycinania „tak na równo" końcówek niedużej pieczeni przed wsadzeniem do większej brytfanny. Mama, po chwili zadumy stwierdziła, że babcia powinna wiedzieć, ta znów odesłała je wszystkie do prababci, która po chwili zdziwienia odrzekła: jak to dlaczego? bo nie mieściła sie w brytfannie!!!

Z rolą państwa jest podobnie, jak pójdziemy do naszych matek zapytać czemu tak niewydolny i bezsensowny system służby zdrowia (i inne) nam sie oferuje, odeśle nas do dziadka, a ten do pradziadka, który powie nam po chwili zdziwienia: jak to dlaczego!? bo Bismarck chciał pokonać socjalistów!!!

Mamo a skąd wzięło się to polskie słowo Brytfanna?...

Komentarze (16)
Dziewczynka, jabłuszka i podatki
 Oceń wpis
   
Jest taka psychologiczna anegdotka o dziewczynce, którą Mama zawsze upominała, kiedy skończywszy pierwsza, chciała wziąć sobie jedno z jabłek przygotowanych jako deser po obiedzie. Komunikat był mniej więcej taki: to nie wypada, to nie grzeczne pchać sie przed innych, to bardzo ładnie innym ustąpić. Myślę, że nie jeden chłopiec był równie dobrze wychowywany.

Co to ma wspólnego z podatkami? Hm... chciałbym poddać weryfikacji myśl, która przyszła mi jako wyjaśnienie, zdumiewającego faktu, że inteligentni i wykształceni ludzie, nie protestują w związku z faktem, że Państwo odbiera im 70% pieniędzy, 70% ich energii zawodowej, 70% ich zawodowej kariery. Kiedy pytam ludzi o przyczyny tej zgody, najpierw podważają prawdziwość tych 70%. Potem kiedy kilka wyliczeń objawia prawdę, zachowują sie dość szczególnie, jakby nie mieli śmiałości sie oburzyć. Jakby ważność ich życia, marzenia i cele blakły w cieniu... olbrzyma o imieniu Państwo. Mówią coś o drogach, służbie zdrowia czy wyrównywaniu dochodów. Kiedy zdumiony pytam: wyrównywaniu twoich niskich dochodów poprzez konfiskatę 70%?!!! wyrównywaniu do kogo?!!! Milkną i wycofują sie z tematu.

Że nie jest to lęk przed totalitaryzmem, udowodniliśmy, My Polacy, niejednokrotnie, musi być inna przyczyna. I tu wrócę do resztek jabłuszek, zazwyczaj najmniejszych i podpsutych... Może na co dzień, nie uświadamiamy sobie głębokiego wdruku na „bycie na końcu”, wewnętrznego (prawie freudowskiego) programu sabotażu własnego sukcesu, własnej zamożności? Wyjaśniałoby to też brak pozytywnych konotacji cudzego sukcesu finansowego, bo aby go osiągnąć trzeba mieć aprobatę sięgania do owoców pierwszemu (cwaniactwo? chciwość?). Nie kojarzę teraz żadnej literatury czy filmu pokazującego etos w biznesie, etos budowania zamożności. Każdy Polak świetnie porusza się w tematach martyrologicznych natomiast pieniądze to temat brudny, śliski i domena ludzi innej kategorii (nazwałem to bardzo dyplomatycznie). Czy nie czas na zmiany?

Komentarze (0)
PiS był po prostu... wredny
 Oceń wpis
   
Pewnie do wielu dotarł tuż przed wyborami mail lub sms:
"zalożenie butów 30 sek / spacer do lokalu wyborczego 600 sek / oddanie głosu 120 sek / ujrzenie miny kaczora po wyborach - BEZCENNE / przekaz dalej"

Ten tekst i moja rzeczywista, trochę mściwa satysfakcja po wyniku, uzmysłowił mi jak mocno zakorzeniła się w mnie pewnego rodzaju uraza i niesmak. Nie mam nic wspólnego z poprzednim ustrojem, jestem dziennikarzem branżowym i przedsiębiorcą. Byłem też pracownikiem, jeździłem na saksy, przeszedłem sporo, nawet z bankructwem mojej pierwszej firmy przed kilkunastu laty. Mój życiorys jest na pewno nieobcy wielu wielu Polakom, niełatwy, zagmatwany w swoim początkowym okresie uczenia się nowej rzeczywistości od 1989 r. Natomiast PiS konsekwentnie dawał komunikaty, które mimo mojej staranności w odczytywaniu, powoli sytuowały mnie w grupie: mętnej, pełnej złych intencji, niewrażliwej na los innych, chciwej, przesiąkniętej przekrętami ludzi. Ludzi, których trzeba marginalizować wręcz tępić. To było przykre, nie uczciwe i po prostu... wredne. Nie zajmuję sie teraz pozytywną stroną działań Pis-u, są takie i może przy okazji o nich napiszę. Teraz chce tylko przekazać Pis-owi i jego zwolennikom ta prostą prawdę, wredność niczemu nie służy, oddala tylko od siebie a tak właśnie Wy odpychacie od siebie inny Polaków. Zchodząc z tego poziomu ogólności można krótko scharakteryzować podstawowy błąd Pis-u, bardzo znany ludzki błąd. Jest nim mianowicie filozofia "wygrany - przegrany". Ona nigdy nie działa i kończy się efektem "przegrany- przegrany". Czas na polityków, którzy rozumieją, że filozofia "wygrany - wygrany" powinna być głównym fundamentem budowania czegokolwiek. Czy PO poprowadzi nas w tą stronę... zobaczymy.

Komentarze (8)
Bolszewicko Libertariański PIS
 Oceń wpis
   
Dzisiaj w trasie miałem okazję wysłuchać dwóch kolejnych serwisów informacyjnych radiowej trójki. Psycholodzy, to co doznałem, nazywają dysonansem poznawczym. Nie należę do elektroatu PIS-u, ale znów prawie mnie ręka zaświerzbiła aby na nich zagłosować. PIS forsował ustawę liberalizującą prawo budowlane i komentarze użytych przez dziennikarzy rozmówców wprawiły mnie w zdumienie. Jako kontrargument na szalę położono dyskomfort mieszkańca jednej działki, jeśli na innej działce obok, wyrośnie nagle 100 mieszkaniowy budynek, na który nie trzeba będzie łaski urzędników. No cóż nigdy nie byłem zwolennikiem myślenia, że większość ma rację. Jednak dyskomfort 100 rodzin, którym o mieszkanie trudniej i drożej bo ktoś będzie miał dyskomfort, nie wydaje mi się być na tej szali lżejszy. Idąc dalej to właściwie należałoby ukonstytuować aktualny stan zagospodarowania przestrzeni na wieki wieków, a nowych członków gatunku ludzkiego eksmitować na... inne planety.
Kolejna połajanka spotkała PIS od „mądrali” urbanistycznych:
„to wprowadzi chaos w naszym urbanistycznym obrazie jeśli, prawie każdy, prawie wszędzie, będzie mógł zbudować prawie wszystko.”
Redaktor prowadzący spuentował to krótko, ale z pozytywnym wydźwiękiem:
„ A mi się to podoba, po prostu bajka”.
Mi też się podoba to prawie libertariańskie, proludzkie, antyurzędnicze, innymi słowy ANTYPAŃSTWOWE podejście PIS-u. No i tu doznaję dysonansu...

Komentarze (8)
Z czego powinni się leczyć „państwoholicy”?
 Oceń wpis
   

Blogi, wydawać by się mogło, miejsce wnikliwej obserwacji procesów życia obywateli Państwa Polskiego początku XXI w. Miejsce naprawiania tej rzeczywistości. Temu pewnie służą „trafne” zgadywanki na temat tego czy premier dostanie wysypki, a wicepremier zesmarka się ze strachu przed wielkim strategiem. Czy pamiętacie swoje analizy węzła sznurowadła siódmego buta dziewiątego garnituru jednego z waszych idoli z sejmbrothera z przed np. 8 miesięcy? Czy spijając słowa z ust tych „piewców mądrości”, pieszcząc ich ulotne znaczenia, macie wrażenie, że przyczyniacie się do rozwoju... czegokolwiek lub kogokolwiek. Tymczasem procesy dzieją się pod spodem, niepowstrzymane, konsekwentne, rzeczywiście trudne do ogarnięcia. Jest ogromna literatura obdzierająca to tanie polityczne przedstawienie z „szmat” pozorów... ważności. Tak rzadko, można trafić na analizy, z których coś wynika lub mają związek z czymkolwiek ważnym dla mnie i dla ...WAS. Taki np. model ekonomiczny Anioła Gabriela. proszę, poświęć mu 3 minuty, cóż to w porównaniu z nastoma latami w naszych świetnych szkołach? Jeśli to zrobiłeś, zobaczysz nieubłagany związek miedzy dzisiejszymi kłopotami, a cenami zboża we Francji w 1600 r.? Że jakaś bzdura? Na pewno?

Każdy z Nas spędza co najmniej 8 godz, dziennie aby zarobić na chleb i na łącze, aby móc badać zagadki duszy Jarosława i Andrzeja. To w skali życia sporo czasu, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że coś koło połowy tego życia. Czy ten czas ma wartość? Co powoduje, że ponad połowę tej połowy oddajemy, jak nieprzytomne ślimaki, w ręce kompletnych dyletantów? Jaka bariera w umyśle, każe traktować wyliczenia obciążeń podatkowych (co najmniej 70%) jak oszołomstwo? A jeśli już, ktoś z łaski sprawdzi, to co powoduje tego akceptację? Lęk przed utratą sejmbrothera?

Dlaczego zrozumienie np. procederu inflacji i jej niemoralnego, niszczącego charakteru jest tak trudno osiągalne dla większości? A może wyjaśniania to natura uzależnienia?. Ja będąc wciąż palaczem skutecznie wypieram z umysłu oczywiste przecież skutki. Siłę tego wyparcia można zobaczyć wśród najmądrzejszych nawet ludzi. Np. Norman Davis w swojej, (znakomitej przecież) dwu kilogramowej „Historii Europy”. Jaki nieprzenikniony jest dla tak przenikliwego historyka temat „wartości monety” można zobaczyć w jego analizie inflacji w XVI w., napisał:

Na przykład ceny zboża we Francji, przy stosunkowo niewielkiej podaży monety, były w roku 1600 ponad siedmiokrotnie wyższe niż 1500 r. ... Szukając wyjaśnienia tego stanu rzeczy, dzisiejsi badacze podkreślają raczej takie czynniki, jak wzrost ludności, głód ziemi czy zwyżkę czynszów i podatków, niż problem wartości monety.”

Klasyczne niezrozumienie! Cóż to niby znaczy „wartość monety”. Nie istnieje, kiedy oderwie sie to pojęcie od niepodważalnego prawa ekonomii mówiącego, że kiedy ilość środków płatniczych (z jakiś cudownych powodów) wzrasta szybciej niż ilość dóbr, presja na dobra rośnie podnosząc cenę. I nie ma znaczenia, że wtedy akurat było to złoto. Zyskują ci, którzy stoją u źródeł tego wpływu, bo kupują przed wzrostem cen. Traci cała wielka reszta bo strumień pieniędzy dociera do nich zawsze po „utracie wartości”, kolejnym rozcieńczeniu. Zresztą, czyż nie jest wręcz infantylne wyjaśnianie zwyżki czynszów... zwyżką czynszów!

Na tej samej stronie (558) Davies wspomina o podstawowej przyczynie, ale nie potrafi połączyć zjawiska inflacji z „wartością monety”. Pisze bez przekonania, że niektórzy inflację zaczęli łączyć „z napływem hiszpańskiego złota i srebra”.

Tymczasem złoto trafiając z Ameryki zasilało całą Europę. Jak pisze Sedillot:

Hiszpania sprowadzała z sąsiedniej Francji sól, zboże, papier i meble. Z Anglii płótno. Z krajów nadbałtyckich drewno do budowy statków.”„Którędy uciekają cenne metale? Długie konwoje – obujaczone muły i ciężkie wozy – kierują sie z Sewilii na targowiska (Medina del Campo), do portów kantabryjskich (Laredo) i śródziemnomorskich (Barcelona Walencja). Potem płyną ku La Rochelle, Antwerpii, Genui albo Liworno. Na próżno władze Hiszpanii próbują zatrzymać ten strumień, zakazując wywozu sztabek i monet. Amerykański srebrno-złoty deszcz spadł najpierw na Hiszpanie, potem użyźnił cały kontynent (Rene Sedillot - Moralna i nie moralna historia pieniądza. W.A.B. str. 102).


Podam kolejny zaskakujący przykład odporności na inflacyjną wiedzę. Dziennikarz Forbs-a, Steve Salomon, swoje książce o bankach centralnych popełnił taką niewinną konstatację:

"Pierwszy bank centralny tego kraju (Niemiec), Reichsbank, powołany w 1876 r. jako instytucja kierowana przez rząd, był w 1923 r. świadkiem jednego z najgroźniejszych przejawów hiperinflacji w dziejach; ponieważ ceny podwajały się co godzinę, Niemcy potrzebowali taczek banknotów, by zrobić zakupy."


Był świadkiem?! Równie ślepym na przyczynę inflacji jak Salomon i Davis? Pozwólcie, że za Rothbardem zacytuję niesławną mowę prezesa Reichsbanku Rudolfa Havensteina z sierpnia 1923 r.

"Niespotykana deprecjacja marki w naturalny sposób stworzyła szybko rosnące zapotrzebowanie na dodatkową ilość waluty, któremu Reichsbank nie zawsze był w stanie sprostać. Uproszczona produkcja banknotów o dużych nominałach pozwoliła nam wprowadzić do obiegu wielkie ich ilości. Ale te ogromne sumy nie wystarczają, by zaspokoić zwiększone zapotrzebowanie na środki płatności, osiągające ostatnio fantastyczne rozmiary w związku z niespotykanym wzrostem płac."

Czyż to nie piroman gaszący ogień prochem, na dodatek święcie przekonany, że jest strażakiem?! Czy przy okazji, czytający me słowa Keynesiści mogliby się już wyleczyć z mitu, że inflację powoduje wzrost płac? Wzrost płac jest efektem, a nie przyczyną. Proponuje też rozwianie kolejnego mitu, mitu o sukcesie gospodarczym Hitlera. Ze wspomnianej hiperinflacji Niemcy wywinęli się Rentmarką opartą na przestrzeganym (do Hitlera) zakazie zwiększania jej podaży. Ekonomista, mistrz malarstwa pokojowego Adolf, oczywiście miał nie wiele więcej ekonomicznej kompetencji od naszego dziennikarz Forbs'a i w styczniu 1939 r. musiał już zdymisjonować całe kierownictwo Reichsbanku (łącznie z Hjalmarem Schachtem, który w 1923 r. skończył z hiperinflacją). Ponieważ siebie nie mógł zdymisjonować kiedy inflacja wciąż rosła, postanowił zdymisjonować... całą historię świata.
Na koniec z naszego podwórka, nasz bank centralny od 1997 r. zwiększył ilość złotówek z 140 mld do... 500 mld. (Dane ze strony NBP)

P.S. Ten wątek z Salomona „wyjąłem” żywcem z mojego innego tekstu, najwyraźniej jestem od tematu uzależniony. To może nie jest zbyt szkodliwe dla mnie, nie bardziej niż uzależnienie od wiary, że kiedyś wreszcie zobaczymy to powszechnie...

Komentarze (2)
Zrobisz to za swoje?
 Oceń wpis
   

Wbrew pozorom, recepta na służbę zdrowia jest nie mniej banalna niż recepta na cały ten pokręcony państwowy cyrk. Chyba nie trzeba przypominać, że chodzi o pieniądze, bo nie o szczytne idee służby człowiekowi. Dojaśniam też, że szczerze współczuję pracownikom służby (sic!) zdrowia bo zostali złapani w perfidną pułapkę przez urzędników. Bodajże Milton streścił kiedyś ludzkie relacje do pieniądza w 4 punktach mówiących, jak je wydajemy, a dokładniej: kiedy wydajemy je racjonalnie.

1. Własne - na swoje potrzeby

2. Własne - na cudze potrzeby

3. Cudze - na własne potrzeby

4. Cudze - na cudze potrzeby

Czy ktokolwiek, po chwili zastanowienia, po pierwsze primo, znajdzie jakiś piąty układ?, po drugie primo ma jakieś "wonty" do powyższej, genialnej w prostocie i przenikliwości, koncepcji?

Jeśli jednak ktoś ma zamiar "wymądrzać" się na ten temat, to proponuję sięgnąć po psychologiczną definicje takich pojęć jak racjonalizacja, wyparcie, przeniesienie... albo zmienić bloga. Wracając do służby zdrowia. Skądinąd sympatyczny, choć ekonomicznie już nie tak precyzyjny jak chirurgicznie, minister, robi co może aby zaradzić zapaści czarnej dziury. Spójrzcie na punkt 3 i 4-ty. Wiem, że na pierwszy rzut oka, wielu z nam wymiana trybów systemu z punktów 3 i 4, na 1 i 2 wydaje się utopią, ale śpieszę pocieszyć, że cała historia człowieka to następujące po sobie utopie. Ziemia była płaska, samoloty nie mogły latać, a o rowerze Robert Koch, odkrywca bakterii gruźlicy, twierdził, że prowadzi do niechybnego zapalenia płuc, reumatyzmu, arytmii, problemów z nerkami i trawieniem. Ja nie ma nic przeciwko służbie zdrowia, nazywaniu jej powinnością, misją, przeznaczeniem... Tylko niech naprawiacze i reformatorzy, naradzający się nocami, oddający sprawie całą duszę, niech robią to za swoje! To bardzo prosty sposób aby sprawdzić ich intencje, ich wrażliwość na los słabszych, starych i schorowanych i w ogóle kondycję 38 milionów sąsiadów. Wrzućmy ich po prostu w obszar drugiego punktu. Żeby było jasne, nie każę im finansować służby zdrowia. NIECH ZA SWOJE, PRZEKONAJĄ NAS ŻEBYŚMY DALI NA CUDZE. To wystarczy za całą reformę...

Komentarze (0)
Samobójczy podatek od najbogatszych
 Oceń wpis
   
Są dwa wyjaśnienia, politycy są albo ekonomicznymi parweniuszami albo kłamcami. Do tekstu zainspirowały mnie słowa premiera, że "jako panaceum wchodzi w grę podatek od najbogatszych". Nie będę wchodził w chore myślenie o naprawianiu służby?! zdrowia. Czym ta usługa różni się od innych? Czy świadczenie usług skoków na bungee wymaga większej czy mniejszej odpowiedzialności? Pilotowanie samolotów pasażerskich jest służbą?

Dlaczego podatek od najbogatszych to zły pomysł?

Bo każdy podatek, a zwłaszcza skierowany na bogatych zubaża biednych a nie bogatych. Kto twierdzi inaczej albo nie liznął ekonomii albo kłamie!

Żeby nie przynudzać o alokacjach czy gilderowskim witaliźmie kapitalizmu, podam pewną analogię.

Ale ustalmy najpierw co napędza gospodarkę czyli dochód narodowy. Konkurencja firm o klienta? (Jeśli ktoś uważa, że coś innego to już niech przestaje czytać).

A co napędza owe firmy? Co napędziło np. Ryszarda Florka do tego aby zbudował drugiego na świecie pod względem wielkości, producenta okien dachowych? Gospodarkę napędzają ludzie, którzy połączyli talent z... wręcz sportową ambicją. Takie dziwaki, ale bardzo dla reszty pożyteczni, dający pracę i podnoszący poziom życia. Ustalmy również, że polscy liderzy firm, również tych małych, muszą skutecznie konkurować z zawodowcami z całego świata, tak?  To teraz analogia.

Polski sport. Załóżmy, że zamiast medali dla najlepszych, odbieramy najzdolniejszym, w pocie czoła wypracowane sekundy, kilogramy, punkty i przydzielamy reszcie "uboższej" w te talenty stawce (która zresztą, niekoniecznie ma na to ochotę). Co jakiś czas czołowego sportowca oskarżamy, że chce być zbyt wielki i "puszczamy z torbami" sportowymi blokując mu olimpiadę. Jakiż to sport będziemy mieli po pewnym czasie? Jak piękny będzie na międzynarodowej arenie? Ano taki, jaki za niedługo będzie nasz biznes... z polskimi nazwiskami w obcych paszportach. Rzecz w tym, że bez sportu jakoś się da żyć, bez gospodarki...

Komentarze (2)
Powodowany chęcią, powodowany ideą...
 Oceń wpis
   

Znacie jakiegoś urzędnika, który by coś do naszej historii wniósł?
Powodowany ideą powszechnej szczęśliwości,
urzędnik, premier RP postanawia zostać "deweloperem" i zbudować 3 mln mieszkań. Zastanawia mnie kto zrobił więcej dla powszechnego budownictwa, wszyscy razem wzięci, urzędnicy czy jeden prywatny przedsiębiorca? Żelazne gwoździe używane były już w czasach Cesarstwa Rzymskiego, ich mozolne ręczne kucie zajmowało mniej więcej tyle czasu, ile wybudowanie domu. Ich wartość była taka, że specjalnie palono stare domy aby przesiać je potem z popiołów. Wszystko zmieniło się w 1795 r. w Newburyport.

Powodowany chęcią zysku
, Jakub Perkins skonstruował maszynę wytwarzającą 60 tys. gwoździ tygodniowo. Możecie domyślać się jak spadła cena m2.

Powodowany ideą powszechnej szczęśliwości, urzędnik, wicepremier RP Andrzej Leper, w celu wzrostu spożycia i promocji produktów rolno – spożywczych tworzy następujące fundusze promocji:
1) Fundusz Promocji Mleka;
2) Fundusz Promocji Mięsa Wieprzowego, Wołowego i Owczego;
3) Fundusz Promocji Przetworów Zbożowych;
4) Fundusz Promocji Owoców i Warzyw;
5) Fundusz Promocji Mięsa Drobiowego;
6) Fundusz Promocji Ryb.

Warto zestawić jego wkład w rozwój rolnictwa z „drobnym” usprawnieniem jaki wprowadził pewien kowal. Pługa używano w praktycznie niezmienionej formie od zarania ludzkości. Pierwsi amerykańscy osadnicy “grzeszyli” jeszcze europejskimi poglądami, że metalowe pługi trują zboże, tymczasem prerie pokrywała twarda dziewicza darń, która sucha, nie dawała się „starym sochom” przedrzeć, a gdy zmoczył ją deszcz, gliniasta gleba zaklejała je kompletnie. Uważano, że “morze ziemi” na zawsze zostanie dzikie i leżące odłogiem. Tu na arenę powinien wkroczyć jakiś urzędniki i coś zaradzić. Tymczasem...
Powodowany chęcią zysku i nie zaprzątający sobie głowy problemem głodu na świecie, Jan Deer, skonstruował pług, dzięki któremu po paru latach rosnących plonów inni osadnicy porzucili przesądy i kraina prerii zaczęła się rozwijać błyskawicznie. 

Powodowani ideą powszechnej szczęśliwości, politycy bardzo sie martwią poziomem życia obywateli, ich pomysły, regulacje zalewają nas nieustannie. Tymczasem przedsiębiorca Eli Terry, powodowany chęcią zysku, zegarmistrz z Plymuth, zastosował idee produkcji seryjnej do produkcji zegarków, co prawda znanych już w czasach faraonów, jednak jako dobra niesłychanie luksusowe i rzadkie. Pierwsze eksportowane do Europy przez przez Pana Terry statki pełne tanich zegarków, w Liverpoolskim urzędzie celnym były rekwirowane pod zarzutem, że prawdziwa zapłata została dokonana “na boku” a wartość dostawy obniżona dla uniknięcia cła. Jednak ówczesne angielskie przepisy nakazywały w takim przypadku zapłacić eksporterowi za towar zgodnie z "fałszowanymi" dokumentami oraz dodać jeszcze 10 %. Też byście dalej eksportowali... co?

W1793 r. powodowany chęcią zysku, Eli Whitney wynalazł urządzenie do odziarniania bawełny, mogące wykonać pracę 50 ludzi... Można wymieniać więcej i więcej. Jest jedna cecha łącząca te kamienie milowe w rozwoju ludzkości. Po pierwsze, pojawiły sie w Ameryce, ale to wtórna sprawa, bo po drugie, nie było tam wtedy urzędników (sic!) Wcale!

Jeśli ktoś mógłby zrobić listę, choć krótką, urzędniczych darów w historii człowieka, będę wdzięczny... do końca jutra ;)

Komentarze (1)
Wierzę w Chiny, jeszcze bardziej...
 Oceń wpis
   

Na nową książkę Gaya Sormana „Rok Koguta” czekałem z niecierpliwością. Leseferyzm i szacunek dla USA w jego wydaniu ma dla mnie dodatkowy, raz francuski, raz europejski smak. Poprzednią książkę „Made in USA” przeczytałem jednym tchem, sycąc się prawie terapeutycznym klimatem wolności podpartym rzetelną analizą. „Rok Koguta” czytałem z nie mniejszym „wkręceniem” ale z rosnącym zaskoczeniem i chyba pokorą. Polecam każdemu wyznawcy wolnego rynku ten kubeł zimnej wody. Moja ocena sytuacji w Chinach jest dziś zdecydowanie bogatsza choć z bólem musiałem sie rozstać w paroma uproszczeniami jakie zapuściły korzenie w mojej głowie. Sorman pokazuje jak zdeformowany mamy obrazek „chińskiego wolnego rynku”. Obala też mit o sile tej gospodarki, o zagrożeniu dla świata. Chińskie kopalnie są własnością partyjnych bonzów i ich rodzin. Biznesu właściwie nie zrobisz jeśli nie wejdziesz pośrednio lub bezpośrednio we flirt z skorumpowaną, godną swej nazwy „łżeelitą”. „Siłą” tego „wolnego rynku” są chłopi, trzymani na małych poletkach bez prawa własności. Naciskani aby emigrowali do miast, zasilają sztucznie wytwarzaną 100 milionową tanią siłę roboczą. Taka specyficzna, brutalna socjotechnika. Jeśli ktoś porównuje to z wolnym rynkiem to nie wie o czym mówi.
Jednak widzę światełko w tunelu, którego być może przytłoczony rocznym pobytem w środku chińskiego dramatu autor, nie widzi. Chodzi o dwie sprawy, jedna to prawo druga to... Laotse.

W kwestii prawa, nadzieją dla Chin jest o paradoksie!... uwłaszczenie nomenklatury partyjnej! Podstawą komunizmu jest brak prywatnej własności, natomiast jego chińska odmiana rozwija mentalność posiadacza, nawołuje „bogaćcie się”! Jednak nie można się bogacić bez przejrzystych i niepodważalnych zasad prawa i własności. (De Soto pokazał to w „Tajemnicy kapitału”). To może być ukryty koń trojański, samobójczy cios reżimu. We własnym interesie dzisiejsza nomenklatura musi umacniać prawo własności aby utrzymać kiedyś swoje zdobycze. Rosnąca liczba właścicieli stanie się największą siłą w Państwie. To może otworzyć furtkę dla uciskanych dziś chłopów.

A co ma Laotse do sprawy? Cała opowieść zbudowana jest na dychotomii Konfucjanizmu i tępionego przez lata Taoizmu. Nie bez powodu, przecież wszyscy Libertarianie, Leseferyści, zwolennicy wolnego rynku są tak na prawdę Taoistami. Natomiast Chiny kontynentalne to spuścizna mistrza Konga. Czyż „Lese affare” jak wolnościowe TAO nie znaczy "pozwól żyć"?! Mam wrażenie, że Sorman, pod ciężarem ludzkiego (chińskiego) ciężkiego losu w naturalny ludzki sposób się "ugiął". Zrozumiałe współczucie, które powinno towarzyszyć każdemu z nas przesłoniło zbyt mocno przebijające się pozytywne aspekty. Jak pisze sam autor, podając konkretne przykłady chińczyków:

"Bez przedsiębiorców nie istniałyby przedsiębiorstwa, a założyciel Man Sum (fabryka opisywana przez Sormana-przyp mój) jest taoistą, tak jak nieomal wszyscy szefowie firm w tych Chinach, które są otwarte na świat. Gao oddaje cześć Bogu Pomyślności, a nie posępnej postaci mistrza Konga (Konfucjusza - urzędniczego mentora). *
To jest właśnie kapitał Chin, ten Gilderowski moralny kapitalizm wyrastający z głęboko zakorzenionej w chińczykach i jednak nie wykorzenionej moralności Laotse. To Ci ludzie "dźwigną" na swych barkach chińskie przemiany, przechowają rozsądek umiar i szacunek dla człowieka. Wierzę w Chiny, jeszcze bardziej, choć wiem jak wielka praca przed nimi kiedy sie wyzwolą... ja Polak to wiem...

*Dojaśnię, że w opisywanej fabryce dba się o pracowników i nie z przymusu czy pod publiczkę, z ... uczciwości

Komentarze (0)
Wszystkie czuby i świry w Europie...
 Oceń wpis
   

W filmie "Interstate 60", w którym zagrał mój ulubiony Gary Oldman, zatrzymał mnie krótki monolog jednego z bohaterów o granicy cywilizacji, granicy społeczeństwa. Powiedział, że:
granica to zawór bezpieczeństwa dla cywilizacji, miejsce gdzie ludzie jadą żeby nie oszaleć. Kiedykolwiek byli ludzie, którzy nie mogli się dopasować, świry, malkontenci, ekstremiści, pakowali się i szukali granicy. Tak powstała Ameryka. Wszystkie czuby i świry w Europie spakowały się i pojechały na granicę, która stała się 13 koloniami. A tam też kilkoro nie mogło spasować i pojechali dalej na zachód, dlatego wszystkie świry skończyły w Kalifornii (haha!). Turned zmarł w 1942 (autor teorii o granicy, przyp. mój) więc nie żył wystarczająco długo by zobaczyć co się stanie ze światem kiedy skończą nam się granice.

Rzeczywiście nie wiele zostało już enklaw gdzie można uciec aby nie oszaleć. Myślę, że nasz kochany kraj tak bardzo się wyostrzył w swym wyrazie, że dobrze w nim coraz mniejszej grupie. Nie umniejszając słusznemu gniewowi tych, którzy ucierpieli w czasach komunizmu i postkomunizmu, przerysowany pryzmat tego klimatu staje trudny do zniesienia. Niestety w walce o sprawiedliwość opcja rozliczeniowa wylewa inne dziecko z kąpieli czyli wolności obywatelskie. Rośnie poparcie dla silnego Państwa, etos pracy i sukcesu biznesowego utytłany jest jest w jakimś łżesosie. Wzmacnia sie w obywatelach postawę pracobiorcy likwidując kiełkującą w postaci samozatrudnienia samodzielność. Polska zwariowała czy raczej my świry o wolnościowych inklinacjach mamy szukać sobie jakiegoś odludzia? (czyt. odpaństwia).

Komentarze (2)
Przerysowana definicja Państwa Demokratycznego*
 Oceń wpis
   
Przyszła mi do głowy prosta konstatacja, że niektórzy członkowie społeczeństwa potrzebują instytucji Państwa bardziej, niektórzy mniej, a niektórzy wcale. Do czego wiec jest ono niektórym potrzebne? Czyż nie jest ono pośrednikiem, narzędziem do zatuszowania chęci użycia siły, przemocy?

Pośrednikiem do zrzucenia z siebie jakiejś części odpowiedzialności za swoje życie?

Pośrednikiem służącym do uniknięcia prostego w swoim wyrazie ryzyka, ryzyka otrzymania odmowy gdybyś miał o pomoc... POPROSIĆ!

Pośrednikiem w maskowania braku pokory jaką trzeba mieć aby zaakceptować fakt, że ktoś potrafi te czy inne rzeczy zrobić lepiej (np. o siebie zadbać)?

Pośrednikiem w użyciu siły dla zatuszowania i wyparcia uczucia nieważności i nieprzydatności innym ludziom, jakie w głębi duszy musi towarzyszyć tym, którzy za pomocą Państwa do przemocy dają sobie prawo?

* świadomie
Komentarze (0)
Od jelita do premiera
 Oceń wpis
   

Każdy kto interesuje sie własnym jelitem, ups... zdrowiem wie, że oleje które kupujemy na co dzień są rafinowane (jak ktoś chce wiedzieć w czym rzecz to pewnie google "przeczyści").
Poszukując więc oleju nierafinowanego w sieci, owe google naprowadziły mnie na pomysł kupienia małej praski i... tak wpadłem na temat biopaliw, o których nie wiele wiem, jednak niepostrzeżenie wkręciłem się w małe odkrycie. Produkcja takiego biopaliwa jest prosta, a inwestycja żadna (naście tysięcy), właściwie każdy mógłby wejść w taki biznes. Wyobrażacie sobie to?! Jaki rynek, niskie ceny... tworząc małą spółkę można by zapomnieć o stacjach benzynowych (dieslowych - byłoby poprawniej). Wciąż nie ma tych biopaliw bo nikt nie chce zostawić sprawy rynkowi. Rządy niby chcą ale... projekty przewidują, że producenci biopaliw będą musieli znaleźć się w odpowiednim rejestrze a szereg zapisów dotyczących nadzoru ma... no właśnie, ma co spowodować? Tajemnicę wyjaśnia najbardziej rozrywkowy premier RP Kazimierz Marcinkiewicz:
Te zapisy, które znalazły się w ustawie zabezpieczają nas wszystkich przed zalewem biopaliw spoza wiedzy i władzy państwowej”. Qrcze, proste! bez ogródek i zapewne ze swym typowym przeeeuroczym uśmiechem to powiedział, nie jak jakiś tam cienias co o ręku... ryłku... a! o rynku i wolnych obywatelach ględzi zawiłości aż się... jelita skręcają.

Komentarze (0)
Wolny rynek umysłów i warzyw
 Oceń wpis
   

Jesteś uczestnikiem wolnego rynku wtedy, kiedy rozumiesz i respektujesz zasadę, że twój klient lub jego bliscy i znajomi zdecydują sie na ponowne zakupy u Ciebie... dobrowolnie. Jeśli otworzyłeś warzywniak na osiedlu, warsztat tuningowy, sklep internetowy, to przetrwasz jeśli trafiający do Ciebie klienci będą zadowoleni i zechcą ponownie skorzystać z twojej usługi. Jak to możesz osiągnąć? Tylko dzięki uwrażliwieniu się na ich potrzeby, wsłuchaniu w to co dla nich ważne i spełnieniu ich oczekiwań. Jeśli zauważą, że są dla Ciebie rzeczywiście ważni, będą wracać lub polecać, chwalić i budować Ci MARKĘ. Możesz zarobić wtedy każde pieniądze, a oni będą się cieszyć razem z Tobą.
To podstawowa siła kapitalizmu, zbudowanego na wolnym rynku. Sprawdź czy nie masz ciągotek do sprzymierzania się z politykami czy urzędnikami aby przymusić klienta do zakupów. Jak?
Ot choćby pomysł lobby aptekarskiego aby jedna apteka przypadała na 4000 mieszkańców bo politycy (sic?) wyliczyli, że " Przewidziane projektem kryterium wynika z analiz ekonomicznych, które wskazują, że przy obecnej strukturze i wartości rynku farmaceutycznego oraz obowiązujących marżach próg opłacalności dla apteki sytuuje się na poziomie 3800 - 4500 obsługiwanych mieszkańców." Choć równocześnie dodają, że "... w ostatnich latach doszło do bardzo nierównomiernego powstawania nowych aptek. O ile w wielu miastach liczba mieszkańców przypadających na jedna aptekę wynosi ok. 2000" . No i co? Funkcjonują? Można by zapytać jak się do tego mają owe analizy ekonomiczne oparte na obowiązujących marżach (sic!?) ale nie warto bo nijak się nie mają. Czy twórcy sklepów internetowych mają lobbować za czasowym wyłączaniem serwerów konkurencji lub jakimiś limitami dostępu bo przy "obowiązujących marżach" mogą ... ło Matko! zbankrutować?!!!! Czy autorzy książek powinni lobbować za ustawą dającą równy dostęp do ich dzieł wszystkim Polakom (czytaj obowiązkowy)? Kto wpadł kiedyś na pomysł aby było 3 operatorów telefonii komórkowej? Czemu nie 7 albo 17? Kompletny nonsens.
To, czym naprawdę kierują się lobbyści i różne grupy społeczne, pięknie oddał Gilder i nie ukrywam, że dla zacytowania tej myśli napisałem wcześniejsze słowa.
Kapitalizm ma do zaoferowania frustrację i niepowodzenia
jedynie tym, którzy chcieliby - powołując się na wyższość swej inteligencji lub urodzenia, wykształcenia lub ideałów - otrzymywać coś, nie dając nic, brać, nie podejmując ryzyka, osiągać zyski bez poświęcenia, doznawać wywyższenia, nie uniżając się w próbach sprostania nieprzewidywalnym wymaganiom innych, w zawsze pełnym niebezpieczeństw i nieodgadnionym życiu.
"Bogactwo i ubóstwo" Georg Gilder s.70 Zysk i s-ka 2001

Komentarze (1)
Bush do... zbadania
 Oceń wpis
   

Wokół prezydenta Busha nazbierało się już tyle emocji, że trudno znaleźć wyważone informacje na temat jego prezydentury. W "opinii społecznej" dominuje oczywiście kwestia "imperializmu", wśród uważniejszych obserwatorów toczy sie np. spór o słuszność odejścia od doktryny Wilsona.
Ja natomiast od jakiegoś czasu obserwuję jakiś dziwny zanik opinii na temat jego polityki gospodarczej. Śladowo pojawiają się newsy o kolejnych obniżkach podatków, a i tak nie wywołują dyskusji. Wiem, że Bush to nie leseferysta ale tnie dość ostro. Przedłużył też zapisy o zakazie opodatkowania usług dostępowych w USA, niby drobiazg, ale zawsze coś nasz Eurogród ma do przemyśliwania.
Grzebiąc w temacie natrafiłem na ciekawy artykuł Mateusza Machaja z 2003, którego tytuł już przygotowuje do połajanki (
John Maynard Bush). Wczytałem sie, bo Mateusz to jeden z najbardziej biegłych w szkole austriackiej w tym kraju i nie tylko w tym kraju więc szanuję jego zdanie i chciałem wiedzieć za co ten tytuł.
Mateusz przestrzega przed pozornością i w gruncie rzeczy fałszem Bushowskich obniżek podatków, które zdradza nadmierne powiększanie deficytu budżetowego. Jest dobra okazja skonfrontować to z rzeczywistością. Może zbyt pochopnie się Busha ocenia. Czytałem ostatnio 2 książki o jego prezydenturze i zauważyłem, że rozdymanie wydatków, głównie związanych wojną, wywołał 11-ty września a nie etatystyczne zapędy prezydenta. Dziś znalazłem dane, które mogą zaskoczyć niejednego krytyka. Największy deficyt budżetowy był w USA w 2004 roku ( i wyglądało to groźnie, tak jak czujnie zwracał uwagę Mateusz w 2003). Wyniósł on wówczas 413 mld USD. Robi wrażenie, co? Jednak na koniec 2006 r. wyniósł 248,2 mld USD i był najmniejszy od czterech lat. Prognoza rządowa na koniec 2007 to 244 a może nawet 214. To "nawet" bierze się uwaga! z faktu, że przychody budżetu wzrosły po pięciu miesiącach roku budżetowego aż o 9,3 proc. i osiągnęły rekordową kwotę 954,4 mld USD. Jak można się domyślać... za sprawą obniżonych podatków. Może ten Bush nie jest taki bezmyślny i całkiem poważnie prognozuje zrównoważenie budżetu do 2012 roku? Tym bardziej, że stara się o ustalenie górnej granicy podatków. Przyznaje, że mało jest źródeł polskojęzycznych, może wy znacie takie, będę wdzięczny bo coś tu jest chyba do... zbadania.


Komentarze (0)
Malinowa inflacja
 Oceń wpis
   
Wciąż szukam prostych analogii zjawiska inflacji. Ostatnio w rozmowie wyszła następująca puenta: Jeśli zwiększanie ilości pieniądza nie ma złych skutków, to czemu bank centralny nie wydrukuje 100 mld a nawet 400 mld? Nawet taki fałszerz jakby z 10 mln wypuścił na rynek to przecież by kupił masę produktów, pracę dał i PKB przyśpieszył! No i budżet miałby więcej na wydatki i jeszcze dług zagraniczny obsłużył...

Usłyszałem, że "coś musi być na rzeczy"... ale jeśli nie robi sie tego zbyt gwałtownie?

No i co począć? Powiedziałem, "że różnica między dokładaniem komuś na ręce po 5 kg nawet niezbyt gwałtownie i tak nie zmieni faktu, że za jakiś czas podda sie prawu ciążenia. No ale to argument przecież nie merytoryczny. No to rzutem na taśmę udało mi się dyskutanta przekonać (chyba):

"Jeśli 100% soku z malin będziesz rozcieńczał powoli, to zachowując proporcje NBP rozcieńczyłbyś go 3-krotnie (1997 r - M3 = ok 140 MLD; 2006 M3=ok 500MLD). Polska waluta została rozcieńczona i tyle, a że "wolno" to i ludzie nie zauważają inflacji.

Nasuwa się pytanie, ile pompuje EBC? bo kurs złotówki pokazuje, że tam też soczek adekwatnie musi być zscieniany...

Jeśli ktoś ma dobre przykłady ułatwiające zrozumienie inflacji, odwdzięczę się sokiem z malin 100% -towym :) (a jest w ogóle taki?)

Komentarze (2)
Patrycja Kosiarkiewicz – fanka Bismarcka
 Oceń wpis
   

Mój umysł w wolnych chwilach zajmuje się iście konfucjańskim (fuj!) działaniem, myśleniem jak wyrwać ludzi z fiskalno państwowej niedoli.

Przeczytałem w roku ok. 30 tu książek traktujących temat raczej głęboko, że wspomnę: Państwo – Bastiat; Tajniki Bankowości – Rothbard; Tajemnica Kapitału – De Soto; Droga do zniewolenia - Hayek; Moralna i nie moralna historia pieniądza – Sedillot; Ameryka bez ograniczeń – Daalder i Lindsay; Chrzescijanina odpowiedź na ubóstwo – Sadowsky; Balcerowicz 800 dni – Balcerowicz; Nonzero Logika ludzkiego przeznaczenia – Wright; Demokracja bóg, który zawiódł - Hoppe; Ekonomia dla Normalnych ludzi – Callahan; Netokracja – Bard i Soderqvist.

Długo by jeszcze wspominać... aha, polecam „Wykończyć Bogatych” Patricka O'Rourke. O mało mi przepona nie pękła ze śmiechu kilka razy, znakomita! Dlaczego tak chełpię się tymi lekturami? Aby poprawić sobie poczucie wartości? Nie, w tym celu chodzę do psychoterapeuty. Piszę aby ukazać pewną wagę, w przenośni i dosłownie. Na jej prawej szalce jest praca włożona w zrozumienie, powiązanie związków przyczynowo skutkowych, na lewej są przypadkowe skróty myślowe od jednego zdeformowanego strzępka przypadkowych informacji do innego echa prasowego tytułu. Wydawać by sie mogło, że prawa strona powinna łatwo przeważyć... nic bardziej mylnego!

Szukając dziś korzeni współczesnego socjalistycznego etatyzmu wklepałem w google frazę: „państwo Bismarcka” i... nie uwierzycie! Na pierwszym miejscu blog, ale za to jaki! Patrycja Kosiarkiewicz – piosenkarka... Niech pierwsze zdanie i kilka „wyciągów będą zachętą do zajrzenia:

Wydaje się, że u podstaw idei państwa Bismarcka, leżała troska o nieprzystosowanych, o tych, którzy nie mają dość sprytu i umiejętności, by w fali przeciętności nie spadać poniżej przeciętnej. Gdyby było inaczej, państwo nie nakładałoby na barki swoich obywateli ciężaru kolejnego podatku zwanego społecznym ubezpieczeniem.

Na to wszystko państwo musi łożyć, bez tego nasz świat pogrążyłby się w chaosie. Łatwo zauważyć, że moja wizja jest dość zbieżna ze stanem faktycznym. Rzecz polega na tym, że w społeczeństwach demokratycznych wydawanie wspólnych pieniędzy dotknęło złotego środka, punktu, w którym to wszystko, co racjonalne zazębiło się z tym, co osiągalne w danym kontekście kulturowym. Po prostu lepiej się już tego zrobić nie da.

A tutaj link do żródła: http://pkosiarkiewicz.moblog.pl/?view=1&page=1&_fo_id=1302&PHPSESSID=93710d7f8a9cdc4e2554e79b49f73ad2

No cóż jakaś puenta by sie przydała, ale Patrycja i tak nie stanie się fanką Missesa, nie wejdzie też ze mną w polemikę. Przecież „lepiej sie już nie da tego zrobić”. Pozdrawiam wszystkich, których to „kosztem”, rozumiejących, że to na nic a zwłaszcza wiedzących, że najbardziej cierpią owi biedni i wymagający troski...

Spojrzałem na motto mojego bloga i zrozumiałem moje przygnębienie: hm... jeśli czasami trzeba tony wiedzy aby zmienić gram przekonać, to czego trzeba aby zmienić ich tonę !?

Komentarze (0)
700 stron bez zrozumienia
 Oceń wpis
   
Czy można napisać 700 stron książki bez zrozumienia materii o której się pisze? Czy można być dziennikarzem Forbes'a, zajmować sie finansami międzynarodowymi i napisać 700 stron bez zrozumienia... Nie! to nie jest możliwe! Jedynym wyjaśnieniem tego paradoksu jest to, że ja jestem parweniuszem ekonomicznym i wszystkie moje poniższe wywody wynikają z luk edukacyjnych i braku pokory wobec autorytetów.
Zanim przejdę do rzeczy proszę o zapoznanie się z króciutkim tekstem o

modelu ekonomicznym Anioła Gabriela.

To niezbędne aby resztę moich słów przeczytać... ze zrozumieniem. Do rzeczy więc:
Steven Solomon napisał w 1995 r. książkę "Gra o zaufanie - Jak szefowie Banków centralnych rządzą gospodarką globalną". Ja przeczytałem ją teraz w 2007 r. i im bardziej się w nią wgłębiałem tym bardziej rosło moje zdumienie. Blisko mi do „austriackiej szkoły ekonomicznej” Misesa czy Rothbarda i sądząc po tytule spodziewałem się demaskatorskiej rozprawy o szkodliwości bankowości centralnej budującej inflacyjną bankowość komercyjną opartą na rezerwach cząstkowych. No i?
No i z rosnącym niedowierzaniem wciągałem się w sensacyjną fabułę o „przemądrych” gościach ratujących co rusz światowy system finansowy od zapaści. Nie żebym wątpił w fakty, książka jest bardzo rzetelna, pełna autentycznych danych i wypowiedzi szefów banków centralnych z całego świata. Autor z prawdziwym talentem opisuje jak FED pod zarządem Volckera wyrwał Amerykę inflacji, jak subtelnie rozrastały się wpływy banków centralnych i jak zbawienne są ich działania dla spokoju na świecie. Qrcze, ołtarza tylko brak...
Czytając czekałem na moment w którym Salomon przejrzy na oczy i zamiast pisać o dobroczynnym wpompowywaniu pieniędzy w gospodarkę "załapie", że to właśnie jest przyczyną kryzysów.
Co chwila był blisko, zahaczał o dodruk pieniądza, miał chwile niepokoju czy aby wszystko z tym w porządku.
"Zasadnicza siła systemu kredytów bankowych leży w praktycznie nieograniczonej zdolności tych instytucji do rozszerzania kredytu... w oparciu o niewielką rezerwę pieniężną. Pietą achillesową tego układu jest jego wyjątkowa wrażliwość na nagłe skurcze, kiedy pojawią się wątpliwości odnośnie zdolności do spłaty zobowiązań w systemie jako całości."
Hm... no nie nazwał tego piramidą ale coś mu lekko podśmierduje, niestety kwestia, że ta kredytowa ekspansja to druk pustych pieniędzy, umyka skutecznie jak w wielu podobnych konstatacjach tej książki.
Tajemnicę tej ślepoty wyjaśnia sam Salomon:
"Alchemię bankowości centralnej można scharakteryzować takim epigramatem: gdyby na świecie istniał tylko jeden pomidor i jeden banknot dolarowy, cena pomidora wynosiłaby 1 dolar. Zadaniem bankiera centralnego byłoby wprowadzenie za pośrednictwem systemu finansowego do gospodarki drugiego dolara w taki sposób, aby raczej stymulować wyprodukowanie dwóch pomidorów za jednego dolara niż droga inflacji zwiększyć cenę jednego pomidora do dwóch."

Zwróćcie uwagę, że sam Salomon (podświadomie?) używa słów "alchemia" (i słusznie bo do wartości naukowej tej porażającej myśli baaardzo daleko) i "epigramat" czyli utwór poetycki lub fraszka.
Jak dalece można "wyprzeć" proste zależności ekonomiczne z umysłu widać w wątku, który mnie tak na prawdę uruchomił do napisania tego tekstu, Salomon pozwolił sobie na taką niewinną konstatację:
"Pierwszy bank centralny tego kraju (Niemiec), Reichsbank, powołany w 1876 r. jako instytucja kierowana przez rząd, był w 1923 r. świadkiem jednego znajgroźniejszych przejawów hiperinflacji w dziejach; ponieważ ceny podwajały się co godzinę, Niemcy potrzebowali taczek banknotów, by zrobic zakupy." (Steven Salomon "Gra o zaufanie - Jak szefowie Banków centralnych rządzą gospodarką globalną" str. 352)

Był świadkiem?!!!! Równie ślepym na przyczynę inflacji jak Salomon?
Pozwólcie, że za Rothbardem zacytuję niesławną mowę prezesa Reichsbanku Rudolfa Havensteina z sierpnia 1923 r.
"Niespotykana deprecjacja marki w naturalny sposób stworzyła szybko rosnące zapotrzebowanie na dodatkową ilość waluty, któremu Reichsbank nie zawsze był w stanie sprostać. Uproszczona produkcja banknotów o dużych nominałach pozwoliła nam wprowadzić do obiegu wielkie ich ilości. Ale te ogromne sumy nie wystarczają, by zaspokoić zwiększone zapotrzebowanie na środki płatności, osiągające ostatnio fantastyczne rozmiary w związku z niespotykanym wzrostem płac."
Czyż to nie piroman gaszący ogień prochem, na dodatek święcie przekonany, że jest strażakiem?!!!! Czy przy okazji, czytający me słowa Keynesiści mogliby się już wyleczyć z mitu, że inflację powoduje wzrost płac?
Proponuje też rozwianie kolejnego mitu, mitu o sukcesie gospodarczym Hitlera. Ze wspomnianej hiperinflacji Niemcy wywinęli się Rentmarką opartą na przestrzeganym (do Hitlera) zakazie zwiększania jej podaży. Ekonomista, mistrz malarstwa pokojowego Adolf, oczywiście miał nie wiele więcej ekonomicznej kompetencji od naszego dziennikarz Forbs'a i w styczniu 1939 r. musiał już zdymisjonować całe kierownictwo Reichsbanku (łącznie z Hjalmarem Schachtem, który w 1923 r. skończył z hiperinflacją). Ponieważ siebie nie mógł zdymisjonować kiedy inflacja wciąż rosła, postanowił zdymisjonować... całą historię świata.

I tu dochodzimy to sedna sprawy, myśli przewodniej moich wypocin.
Kiedyś byliśmy wszyscy przekonani, że ziemia jest płaska i jakoś żyliśmy. Dziś pięciolatek z tym nie dyskutuje. Do końca XVIII w. uważaliśmy, że ciepło to płyn zwany flogistonem a tlen na początku nazywaliśmy odflogonistonowanym powietrzem i ...jakoś żyliśmy. Do Newtona nie rozumieliśmy praw grawitacji (ba! ilu z nas odpowie prawidłowo na przedszkolne pytanie "co szybciej spadnie, wymiarowo identyczny obiekt z drewna czy z ołowiu?). Przestaliśmy na szczęście dyskutować z grawitacją, ale kiedy przestaniemy dyskutować z jasno wyłożonymi, żelaznymi prawami ekonomii? Mamy wręcz atawistyczne przekonanie, że więcej pieniędzy powoduje wzrost gospodarczy. To nie prawda, wzrost bierze się z większej ilości dóbr. A pozorne i chwilowe zwiększanie ilości dóbr z powodu wpuszczenia pustych pieniędzy powoduje jedynie inflację, cykle koniunkturalne i tak na prawdę na dłuższą metę zwalnia rozwój.
Wszystko zależy od od tego czy jesteśmy w stanie przeczytać ze zrozumieniem parę stron (niestety parę... tysięcy) traktującej o ekonomii z tzw. szkoły austriackiej
Ja polecam podręcznik akademicki Rothbarda „Tajniki Bankowości” i zapewniam przewrotnie słowami szefa FED Paula Volckera, że nie jest to książka „ na tyle zmatematyzowana, że nie potrafię jej zrozumieć ani tak napuszona, że nie chce mi się jej czytać”
Komentarze (1)
Polska sp. z o.o.
 Oceń wpis
   
Czy Państwo może dać więcej obywatelom niż zabrało?
Czy zabierając w ciągu roku np. 200 mld złotych oddaje nam 240 czy raczej 160 mld?
Czy nasza wspólna inwestycja w Państwo w dzisiejszym kształcie się opłaca?
Czy zainwestowalibyście pieniądze w coś co wiecie, że sie nie opłaca?
A może jednak sie opłaca?
Komentarze (4)
Laotse i stajnia socjalizmu
 Oceń wpis
   
Pewnego dnia Konfucjusz zwrócił się do Laotse z pytaniem co należy robić, by uczynić życie innych ludzi lepszym. Ojciec taoizmu, miał odpowiedzieć: „Tak jak komary nie pozwalają człowiekowi zasnąć, tak gadanie o powinnościach wobec innych wprawia mnie w irytację.” Brzmi dziwnie? Może wyjaśni to jedna z bajek Laotse.

W małej wsi pewien starzec miał pięknego białego konia, za którego wielcy ówczesnego świata oferowali mu fortunę. Starzec konia nigdy nie sprzedał mimo, że był biedny. Ludzie ze wsi mówili mu, że jest głupcem bo mógłby być bogaczem i w końcu straci tego konia. Pewnego dnia, rzeczywiście nie znalazł konia w stajni. Ludzie ze wsi byli źli i znów nazywali go głupcem. Wtedy on im powiedział, że na razie widzi tylko, że konia nie ma w stajni i że nie wiadomo co to oznacza. Po 2 tygodniach koń wrócił z tuzinem pięknych dzikich koni. Ludzie ze wsi przepraszali i mówili, że miał rację. On na to powiedział, że na razie widzi, że koń przyprowadził inne dzikie konie. Syn starca ujeżdżając dzikie konie, połamał sobie nogi i skazał się na kule do końca życia. Ludzi ze wsi mówili, że wielkie nieszczęście sie stało, że nie trzeba było... Starzec już nic nie mówił. Kiedy miesiąc później władca państwa rozpoczął wojnę, zabrano wszystkich młodych. Ludzie ze wsi mówili starcowi, że jego syn kaleka miał szczęście...

W sprawie innych koni, pod koniec XIX w. urzędnicy Paryża bili na alarm bo miastu groziła katastrofa za strony ... ich kup. Dzisiaj zewsząd słychać ostrzeżenia przed niezliczonymi zagrożeniami, od pazerności kapitalistów do kryzysu energetycznego z powodu wyczerpania zasobów ropy włącznie. Głosy prawdziwe jak paryskich rajców, ale obarczone drobnym błędem, mianowicie brakiem wiary w ludzkie możliwości. Typowy umysł konfucjański jest przekonany o konieczności ratowania „ciemnych” ludzi, dzięki swojej przenikliwej umiejętności przewidywania rzeczywistości. Połączone jest to z kompulsywną koniecznością działania i niestety brakiem refleksji, mimo niezliczonych przykładów bezcelowości takich zachowań. Czy może dziwić, że dzisiejszy reżim północnokoreański to karykatura konfucjanizmu a nie taoizmu. Ja jestem spokojny o przyszłość, w przeciwieństwie do wątpiących twierdzę, że kryzys jest elementem rozwoju i kiedy np. ceny ropy pójdą w górę, znajdzie się człowiek, który rozpocznie przełom energetyczny (i wierzcie mi, nie będzie to urzędnik). Na razie widzę tylko, że... konia nie ma w stajni.

Komentarze (3)
Erystyka kontra metafora
 Oceń wpis
   

Zastanawia mnie trochę irytacja jaką wywołują słowa podważające istotę „państwa”, (nie mylić z Prawem). Jeśli obywatel Nowak ma zgodę na to, że obywatel Leper wie lepiej jak chronić go przed zagrożeniami świata, a socliberalna obywatel Gilowska decyduje o poziomie zamożności obywatela Nowaka, to nasze niegroźne, wolnościowe dyrdymały zawsze będzie można jakoś państwowo przykrócić. W argumentacji zwolenników państwa często słyszy się powołania na historię i dominującą w niej ich rolę. Czy trzeba wyciągnąć z tego wniosek, że człowiek nie funkcjonuje bez państwa i kres to jest naszej ewolucji społecznej? Wojna jest w historii czynnikiem tak determinującym..., nie powinniśmy czasem już zacząć się za jakąś rozwojową „światówką” rozglądać? (teraz byłaby I Wojna Kosmiczna). Jest parę książek, które mogłyby zachwiać mniemaniem o pożyteczności struktury państwa. Wiem, że my ludzie nie jesteśmy idealni ani za bardzo policzalni (wystarczy, że znam siebie:). Jednak nie bez powodu tytuł najważniejszego dzieła ekonomicznego a zarazem socjologicznego (moim skromnym zdaniem) brzmi „Human action”. Warto przyjrzeć się zasadom ludzkiego działania. Mises poświecił na to ok 1000 stron. Ja z konieczności mogą posługiwać się ogromnymi skrótami. Rzecz w tym, że one chyba kompletnie niespójne są z „państwowym paradygmatem”. Mój brzmi tak:

Człowiek rozwija się wspaniale i szybko wtedy, kiedy nikt nie decyduje o jego życiu, kiedy jest zdany na siebie i nikt siłą nie narzuca mu reguł czy objawionych prawd. Co ciekawe, wcale nie zamienia się w krwiożerczą bestię.

Staram się zrozumieć fundamenty „państwowego” myślenia i odnoszę wrażenie, że oparte są o przeświadczenie, że wolni ludzie zaraz będą wyczyniać jakieś straszne rzeczy, masakry itp (jakież, gorsze rzeczy mogą czynić od tych, które przez wieki wyczyniali ci co mieli w rękach wzmacniacz państwowy?) Szukam w myślach przykładów historycznych, chętnie bym poznał, te które znam uczą czegoś odwrotnego.

Być może w tym co napiszę poniżej będzie mnóstwo fałszywych korelacji a Schopenhauer przewróci się w grobie (erystyczny miecz tnie w obie strony). Jednak dla mnie jest jasne, że to przez „państwo”, czy to narodowe, czy religijne czy inne, pojedynczy ludzie mogli zabijać i uciskać miliony. Bez systemowego wzmacniacza mogliby by zabić... 500, 1000 osób? Ale to skrajny przykład. Rozważmy jakość ludzkiego życia w kontekście wolności obywatela.

Głód towarzyszył nam od początku istnienia. Jeszcze w XIX w. głodowali Irlandczycy, o Ukrainie pod rządami sowieckimi nie wspominam. Przez tysiące lat ludzie żyli w brudzie i... krótko. Krótko bo albo wykańczały ich głód, choroby albo władcy i hierarchowie państwa wyżynali w pień jako heretyków, odszczepieńców, niewolników, podludzi itp.

Znam jednak 2 okresy w historii człowieka kiedy było inaczej, kiedy to ludzie żyli bez narzuconych odgórnie biurokratycznych struktur. Pewnie przez jakiś głupi przypadek, oba te okresy to zdumiewające skoki w rozwoju człowieka. Pierwszy to prawie nieznane europejczykowi 8 wieków cywilizacji „saracenów”, drugi to zapoczątkowany przez Kolumba epizod amerykański. Wspominam o Kolumbie świadomie, bo nie wielu wie, że to dzięki mapom dostarczonym mu przez saracenów dotarł do Ameryki. Natomiast późniejszy epizod wolnej Ameryki można najkrócej oddać cytując Weavera:

Trzy pokolenia -od dziadka do wnuka-... przezwyciężyło ciemność nocy – od łuczywa... do żarówek elektrycznych, od wozów zaprzężonych w woły do samolotów.

Tylko 160 lat zmieniło świat w sposób niewyobrażalny! Amerykański epizod nie byłby oczywiście możliwy bez mozolnego zbierania się nowych myśli i wynalazków z całej historii człowieka (choć hamowanego przez system zniewolenia). Nie byłby możliwy bez Sokratesa czy Arystotelesa. Jednak gdyby na niesterowanych przez nikogo, saraceńskich uniwersytetach w Damaszku czy Bagdadzie nie przetłumaczono dzieł starożytnych na arabski, to być może Albert Wielki i jego uczeń Tomasz z Akwinu nie mieliby szansy ich przeczytać. Gdzie byłaby Europa dziś?

Myślę, że słowa europejczyka natchnionego amerykańską wolnością, mocno mogą dotyczyć wielu z nas:

Aby naród pokochał wolność, wystarczy aby ją poznał. - Lafayette

Sami sobie zadajcie pytanie: czy znacie wolność? Czy znacie skuteczne i szybkie prawo? Czy znacie sytuacje kiedy to człowiek jest podmiotem? Czy lękając się świata opartego na dobrowolnej wymianie i skutecznej ochronie siebie i swojej własności, opieracie się na jakiś złych doświadczeniach? Uciekliście z takich anarchistycznych enklaw aby szukać ratunku w naszym uporządkowanym edenie? Człowiek i jego własność jest podmiotem życia społeczeństwa! Nie, „byt państwa” czy pojęcia takie jak demokracja, trójpodział władzy a zwłaszcza erystyczna wojna podjazdowa! Czasami metafora prawdy porusza bardziej niż jej definicja. ( moje :), qrcze)

Komentarze (5)
Moralność Kapitalizmu
 Oceń wpis
   
Wracając do polemiki chciałbym sięgnąć jednak do podstaw ( paradygmatów) myślenia każdego z nas.

Wykorzystam słowa Johna K. Williamsa z książki „Moralność Kapitalizmu” *

W warunkach wolnego rynku jednostki wchodzące w swobodną wymianę mogą wspierać własne interesy tylko służąc interesom pozostałych. Nie jest to jednak prawda w świecie polityki. Jak polityk może dbać o własne interesy? Odpowiedź jest jasna: transferując korzyści na rzecz zorganizowanych grup interesu. Polityk jest w stanie skupić zyski i rozproszyć koszty. Zwykłym obywatelom trudno jest znaleźć czas na zbadanie, dokąd wędrują ich podatki. Dlatego silne grupy „wygrywają”, a bezbronne jednostki „tracą”. A do zarządzania transferami potrzeba więcej biurokratów. Klasa odbiorców czystego podatku rośnie, a klasa płatników czystego podatku upada. Pojawia sie „prawo dżungli”. Swobodne, pokojowe wymiany typowe dla rynku zostają wyparte przez walkę o dostęp do rządowego koryta. Jedna grupa interesów kieruje swój gniew przeciwko innej, która jest „lepiej traktowana”.

Drogi marlowe, zanim przejdziemy do szczegółowego rozbioru naszych słów, czy możesz powiedzieć czy Ty się zgadzasz z powyższym mechanizmem? Wydaje mi się, ze jest on przedstawiony bardzo plastycznie. Wiem, że rzeczywistość jest złożona i odpowiedź "tak" lub "nie" może być mało „wygodna”, ale jednak moim zdaniem możliwa. Ja na to pytanie odpowiadam bez problemu TAK, zgadzam się z tym rozumowaniem. Potem chętnie przejdę do uszczegółowienia. Czy możesz odpowiedzieć?

P.S Co do projektu to dopiero w lutym wrócę do „normalniejszych obrotów”

*„Moralność Kapitalizmu” THEFREEMAN

wyd. Instytut Liberalno-Konserwatywny Lublin 1998r.

Komentarze (0)
Bóg, konstytucja i... UOKiK
 Oceń wpis
   
Kiedyś królowie, władcy i inne kacyki mogli czynić z poddanym co chcieli. Np. ustalać prawo czy podatki. Mogli to robić bo mieli władzę z woli boga. Upraszczając, obywatel nie miał nic do gadania. A jak to jest w dzisiejszych demokracjach? Jakoś dziwnie podobnie, z tą różnicą, że nigdy podatki nie były tak wysokie jak dziś. To z woli czego rządzą nami owi pazerni?

Ano z woli konstytucji! Nie mam nic przeciwko konstytucji (woli Boga również:) niech będzie to najważniejsza umowa społeczna, tylko niech ta umowa zawiera wyraźne reguły. Np. nie wolno nikomu dysponować cudzym majątkiem, albo nie wolno żadnemu urzędnikowi wydać więcej pieniędzy niż jest w budżecie. A czemu nie jest ustalona wysokość podatków? Podpisalibyście umowę na kredyt, którą nieznani Wam ludzie będą mogli dowolnie modyfikować? Nie wydaje się Wam oczywiste, że wielkości przepływów pieniężnych w tej umowie powinny być ustalone i zapisane i respektowane? To czemu w konstytucji nie jest zapisane, ile i na jakich zasadach obywatel się zobowiązuje przekazać na rzecz swojego państwa? Jest to umowa społeczna czy jakieś tam pierdu pierdu? Chciałbym wziąć udział referendum na temat wielkości podatków! Tymczasem konstytucyjny (hahaha) UOKiK natychmiast powinien się tym zainteresować. Na razie, nasza konstytucja zawiera ewidentne klauzule niedozwolone.

Dozwolonego nowego roku :)

Komentarze (3)
no i znów polecam Gildera
 Oceń wpis
   
Drogi marlowe

Trzymasz sie koncepcji, że zawsze ludzie będą sięgać po władzę. Ja tymczasem postuluję rozbiórkę tych elementów systemu, które dają łatwo taką możliwość. Jeśli chcesz bronić Państwa i umowy społecznej to chyba nie przede mną, bo ja wierzę głęboko w ludzi i że potrafią zawierać takie umowy.

...jasne, że sięgną po siłę. Z różnych powodów: obrona przed szpiegostwem, bądź terroryzmem gospodarczym, przedłużenie sprawowania władzy, czy cokolwiek innego. I będą potrafiły zrobić to tak, że będziesz przekonany, że tego chcesz,

yle="font-style: normal;">Marlowe, odnoszę wrażenie, że siedzimy w innych paradygmatach. W modelu o którym ja piszę, usługi na jakie ma dziś monopol Państwo, chcę oddać wolnemu rynkowi. W twoim modelu wciąż jest aparat przymusu a w konsekwencji biurokratyczny brak weryfikacji skuteczności a nikt nie wymyślił lepszego niż rynkowy. Tu się różnimy moją wiarą, że ludzie nie potrzebują przemocy aby się dogadać a twoją w to niewiarą.

yle="font-style: normal;">Właściwie możemy w tym miejscu zakończyć dysputę bo powyższy odmienny fundament będzie rodził wciąż biegunowo odmienne wnioski. Któryś z nas musiałby zweryfikować najpierw ten fundament. A może obaj?

P.S.
...co do komunizmu: jego permanentną cechą było założenie, że wszyscy są równi, że powinni się wszystkim dzielić i razem rozwijać ku świetlanej przyszłości. To była piękna idea!

yle="font-style: normal;">Wybacz, nie będę się wkręcał w meandry socjalistyczno-komunistyczne. Obie idee i systemy są... brzydkie. Brzydkie inicjowaniem przemocy i ubezwłasnowolnieniem wobec tych, którym niby maja służyć.

Zresztą zarządzanie biurokratyczne jest również nastawione na zysk. Nie znam kraju, który z własnej woli cofa się w rozwoju (z głupoty być może, ale nie z nastawienia).

Czy ja dobrze rozumiem?! Brak biurokracji to cofanie się w rozwoju?! Chyba na tym też uroda świata polega, że tak odległe od siebie poglądy możemy mieć... pod warunkiem, że nie będziesz mnie „zyskowną biurokracją” ratował przed „cofaniem się w rozwoju”. W tej sprawie polecam Gildera

yle="font-style: normal;">

yle="margin-bottom: 0cm; font-style: normal;">

Komentarze (4)
neandertalis to łagodny misiu
 Oceń wpis
   

Pociągnę dalej dysputę z marlowem :), który napisał:
Musi istnieć coś, jakaś organizacja narzucająca, najlepiej za zgodą większości, pewne ograniczenia. Czy będzie to państwo, czy korporacja - nie ma znaczenia, ale bez tego nie posuniemy się naprzód, a cofniemy do kamienia łupanego. To już nawet nie libertarianizm, to konserwatyzm homo neandertalensis.

Rozumiem twój niepokój o to, że jakaś bogata firma może wyrządzić wiele szkód ludziom. Rozumiem, bo historia świata pokazuje jak ludzie u władzy potrafią wyrzynać całe narody, jak utrzymują miliony w biedzie. To wszystko znamy... Nie znamy natomiast sytuacji, kiedy jedyną władzą i zapleczem są klienci. Na wolnym rynku, z wolnymi mediami, siłą nawet największej korporacji są chimeryczni klienci, a jedynym kapitałem jest marka. Wystarczy, że się odwrócą, wycofają poparcie i... koniec władzy. I tu powiem wyraźnie: MA ZNACZENIE "Czy będzie to państwo, czy korporacja". No chyba, że owe korporacje sięgną po siłę (wystarczy ustawodawczą), po hasła narodowych interesów albo dbania o moje dobro czy tego chcę czy nie. Tyle, że wtedy to będą już politycy, państwo, a nie wolny rynek, który nie pozwoli na to żadnej korporacji, firmie itp. Nie twierdzę, że przedsiębiorcy to święci, jeśli tylko mogą użyć „PAŃSTWOWEGO WZMACNIACZA”, niestety użyją go, dadzą się zdeprawować. Ale to właśnie Państwo ze swą siłową strukturą jest dla nas zagrożeniem a nie ochroną. W żadnym wypadku wolny rynek, który odpowie na twoją potrzebę bezpieczeństwa i znajdzie się ktoś kto zechce zarobić pieniądze na tworzeniu rankingów produktów, firm a media będą robić śledztwa dziennikarskie i obnażać oszustwa... Jak by wyglądała nasza demokracja bez wolnych mediów? Wyobrażasz sobie co wyprawialiby politycy gdyby nie ten kaganiec?! A większość współczesnych polityków to przedstawiciele Homo Keynesentalis, przy którym neandertalis to łagodny misiu, że pozwolę sobie na parafrazę :) pozdrawiam

Komentarze (1)
konkurencja z rządem-polemika
 Oceń wpis
   

Ja może nie będę jakoś specjalnie „filozofował”. Zbyt szerokie i abstrakcyjne wywody powodują zazwyczaj rozmijanie się rozmówców. Ale zanim zacznę to muszę przyznać z przyjemnością, że Lucky Luke ma absolutna rację we wszystkich 10 punktach. Trzeba czytać bblogi i pisać własne, wymieniać się wiedzą i lekturami, to bardzo rozwijające. Ponieważ marlowe, napisałeś, żeś otwarty na polemikę to pozwolę sobie, przynjamniej z częścią twoich argumentów... „poradzić”:)?

yle="">"Wydaje mi się, że wizja zaniku rządu jest realna, ale... Po pierwsze, to jeszcze setki lat ewolucji społeczeństw; po drugie; jakoś nie mogę sobie wyobrazić kto tworzyłby prawo w takiej sytuacji (na przykład prawo); po trzecie, wizja owa graniczy z utopią, o ile nią nie jest, gdyż zakłada, że edukacja społeczeństw, zdolność do samoorganizacji ludzi zlikwiduje jednostki żerujące na innych; że wszyscy będą światli i dobrzy z nakazu rozumu (założenie błędne o czym świadczy upadek komunizmu);

Znam na dziś dwie metody organizacji działania ludzi w ramach społeczeństwa, tak aby współpraca ich była pokojowa. Jedną z nich jest zarządzanie biurokratyczne, drugą zarządzanie nastawione na zysk.

Brzmi sucho... lepszy będzie milion przykładów, wystarczy sie rozejrzeć. Podam dwa, jeden drobny i jeden przerażający yle="font-style: normal;"> Na pewno jak rozglądasz się po biurokratycznej rzeczywistości to zdarzyło Ci się zastanawiać nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Tymczasem to banalnie proste, jeśli tylko pozbędziemy się wdrukowywanego nam przez lata pejoratywnego posmaku słowa „zysk” (zanim kryje sie naturalna ludzka skłonność do budowania sobie bezpieczeństwa i szczęścia), odkryjemy, że konkurencyjność i brak środków przemocy (ustawa, obowiązkowość) jest najbardziej efektywnym budowaniem społecznych relacji. I nie znam żadnego zwolennika wolnego społeczeństwa, który twierdzi, ze znikną przestępcy, oszuści czy włóczędzy. Wybacz, ale to argument nie na temat. Ja nawet nie postuluję zniesienie rządu, ja tylko postuluję aby z mechanizmów biurokratycznych przestawić go na mechanizmy konkurencyjne. Utopia?! O nie! Rząd do tego za wszelką cenę (przymusu i siły) nie dopuści. Czemu? Bo jeśli jego zadania przejęłyby instytucje wolnorynkowe to ta „otłuszczona i ślepa firma” przegrała by z kretesem... albo by przyjęła zasadę, że klient (obywatel społeczeństwa) decyduje o jej istnieniu i zaczęła o niego dbać.

Marlow, dlaczego, rząd musi mieć monopol w kwestii emerytur? Czemu miesza sie do relacji biznesowych w gospodarce? Aby mnie (zdziecinniałego idiotę) chronić przed moimi kontrahentami? Żeby konsumenci dziecinnieli i nie analizowali transakcji, których dokonują? Co do komunizmu... jego permanentną cechą jest odbieranie ludziom odpowiedzialności za ich życie. Jego córa, socjalizm ubrała to w mniej zgrzebne szaty i czyni to dalej. Co do prawa, twoim zdaniem państwowy wymiar sprawiedliwość jest ok? Panuje przekonanie, że wolny rynek to pojecie dotyczące tylko jajek, samochodów, czy gaci. Tymczasem jakby pójść dalej, ubezpieczenia, leczenie, psychoterapie, usługi adwokackie... im więcej wolnego rynku tym wyższy poziom usługi. Jeśli chcesz przeczytać jak może wyglądać wymiar sprawiedliwości oparty na dbałości o swoją markę ( tak, tak! markę określonego sądu) to napisz do mnie na gubon@poczta.onet.pl. Więcej o tym w innym moim bblogu. Lucky Luke, Aniu, cojest, prześlijcie mi swoje adresy również i pozwólcie mi sprawić sobie przyjemność przesłania Wam Tannehilowego mikołaja. (Maćku, prawda, że warto wzbogacić sie o tą koncepcję?)

Skończę może na tym, że „na dziś„ bardziej czuję sie leseferystą, ale „etykietki” niosą ryzyko zagubienia sie w morzu koncepcji, również utopijnych. Lessez faire w wolnym tłumaczeniu znaczy „żyj i pozwól żyć” i tak na prawdę sprowadza się do przyjęcia jednego podstawowego założenia ale mającego bardzo dalekosiężne skutki. Oto one za Tannehilami:

Żaden człowiek ani zespół ludzi – w tym również grupa nazywająca siebie „rządem” - nie ma moralnego prawa prawa do zainicjowania przemocy (tzn. nie ma prawa użyć początkowej siły fizycznej, zainicjować przemocy, zainicjować użycia siły, uciec się do przemocy nie będąc sprowokowanym, użyć siły jako pierwszym), ani do grożenia jej użyciem, a także działań pokrewnych użyciu siły (takich jak oszustwo, podstęp) przeciwko innemu człowiekowi lub grupie ludzi

spadam pakować prezenty :), pozdrawiam

Komentarze (0)
Klastropolis, masz pomysł?
 Oceń wpis
   

Klastropolis, wyważony i spokojny ton twojego tekstu, zadziałał na mnie. Uzmysławiam sobie, że też mam przeczucie jakiś nadchodzących zmian w naszej społecznej "gmatwaninie". Przeczucie, że ludzie już przeszli ten pierwszy Schopenhauerowski etap agresji na zmiany. Pozornie pogrążamy się w coraz bardziej cuchnącym bagnie, ale chyba pozornie. Właściwie powinniśmy tak na prawdę zaprzestać krytyki, obnażania całego absurdu polityki. Szybciej się sami wykończą. Coraz więcej ludzi to zauważa i może lepiej, żebyśmy polityków nie uświadamiali? Może ich nawet wspierajmy pisząc listy pochwalne do np. wicepremiera? (żartowałem z tymi listami). Mam wrażenie, że wybory za ok. 7 lat przyniosą ten przełom. Może będą już jednomandatowe okręgi? Może po kryzysie jaki przewiduję w miedzyczasie, przejrzy na oczy kolejna grupa Polaków. Chociaż nie widzę już roli dla UPR. Spełniła ogromną rolę w rozbudzeniu zdrowego ekonomicznego myślenia, ale chyba zapłaci wysoki koszt przejmując na siebie odium „nie normalnych” dla „ normalnych”. Klastropolis, masz pomysł na teraz, na pierwszą mała rewolucję? Maciek, Lucky Luke, Aniu, Szymonie, może Wy?

Przy okazji pozdrawiam i życzę wolnych świąt. Przecież każdy libertarianin, leseferysta ( jakby się nie zwać) jest i tak prawdziwie wolny... nawet od iluzji :)

Komentarze (0)
Zgadzam się z Jankowiakiem?
 Oceń wpis
   

Panie Januszu, generalnie podpisuje się pod Pana pytaniem i monitem aby Pani Wasilewska wyjaśniła swój niepokój o inflację. Wyszłoby pewnie szydło z worka. Pomyślałem jednak aby się z Panem podzielić moimi przemyśleniami w tej sprawie. Nie wiem jaka szkoła ekonomiczna jest Panu bliska i nie wiem jakie przyczyny inflacji Pan uznaje. Ja oprócz mniej istotnych, (np. częstotliwość wypłat gotówkowych czy konsumenckie oczekiwania deflacyjne lub inflacyjne) znam jeden banalny powód inflacji. Jest to sztuczne zwiększanie podaży pieniądza w gospodarce. Model Anioła Gabriela już opisywałem. Ważną konstatacją jest też fakt, że nie ma żadnych powodów aby zajmować się M3 i trzeba ją zostawić samą sobie, dodrukować należy jedynie zniszczone banknoty. Podejrzewam, że przyczyną obaw Pani Wasilewskiej i prof. Balcerowicza są bardzo proste liczby. Podaż pieniądza w od stycznia 2003 do listopada 2006 wzrosła o (uwaga!) 147 miliardów. To są dane NPB, któremu nie tak do końca ufam ( może jest jeszcze gorzej?). Dla porównania podam, że całe M3 wynosiło właśnie tyle w kwietniu 1997 r. Powtarzam, nie ma żadnego powodu, żeby zwiększać ilość pieniądza w gospodarce. Jest to szkodliwe dla wszystkich oprócz tych, którzy te „świeżynki” dostają pierwsi. (rząd! żeby było jasne, no i banki...). Generalnie jest to główny powód inflacji. Tymczasem pompowanie się nie kończy, tempo w 2006 jest ponad 20% większe niż 2005 ( w całym 2005 przybyło 44 mld a w 2006 na koniec listopada było już 58 mld). Myślę Panie Januszu, że oni zdają sobie sprawę z konsekwencji tych faktów tylko jak mieli by to otwarcie powiedzieć?

Parafrazując Panią Wasilewską: Papiery!, Papiery śmiertelnie groźne dla gospodarki...

P.S. Pisząc papiery, mam na myśli również całą gamę tzw. instrumentów pochodnych, dzięki którym nikt już nie umie policzyć M!


Komentarze (0)
Konstytucja i dla nas Lucky Luke :)
 Oceń wpis
   

Sprawiły mi niekłamaną przyjemność twoje słowa, dziękuję i pozdrawiam. Dziękuję również za energię jaką złapałem, traktuje to jako prezent pod choinkę. Co do energii to natchnąłeś mnie do pójścia dalej w rozumowaniu. Politycy jak obaj wspomnieliśmy, wydają nasze pieniądze w sposób zatrważająco niekompetentny. Jeśli przyjąć, że podatki to ok. 2/3 naszych pieniędzy a pieniądze to nasza energia czyli nasze życie (o ile wiem, życie jest jedno i ograniczone) to oznacza, że politycy dają sobie prawo do zadysponowania częścią naszego życia. Jak wielką? Ponieważ pieniądze mają wymierny wpływ na pozostałe sfery życia, jakość, ilość czy przyjemność to zaryzykuje stwierdzenie, że przynajmniej połowa naszej życiowej energii to ta związana z pieniędzmi. Odebrane podatkowym przymusem pieniądze uniemożliwiają studia na lepszej uczelni, lub nie zostaną zainwestowane w swój biznes i ktoś do majątku dojdzie 10 lat później.( czy osiągnięcie bezpieczeństwa finansowego w wieku 50 lat zamiast 30-tu jest bez znaczenia? Jaką opcje wolicie? Stawiam proste pytanie: na podstawie jakiego prawa, przekonania, jakiego ustępu w konstytucji, część obywateli ma prawo odbierać fragment życia innym obywatelom? Czy nie czas na nową konstytucję?

Komentarze (3)
urzędnicy bez podatków
 Oceń wpis
   

Czy wiecie po co urzędnicy płacą podatki? To trochę tak jakby w fabryce, pierwszego wypłacić 5000 pensji tysiącu zatrudnionym a pod koniec miesiąca zatrudniać ponownie służby rachunkowe do ściągnięcia 3000,-zł . Na dodatek ludzie zamiast pracować czy odpoczywać muszą zajmować się rozpracowywaniem odpowiednich druków. Jeśli budżet zgarnia od przedsiębiorców i ich pracowników załóżmy 50 mld i wypłaca je swoim pracownikom, to po co zabiera potem 30mld? Czy nie lepiej, żeby dostali netto 20 mld. Z 2 miliardy kosztów tej operacji zostanie na jakiś zbożniejszy cel...

Komentarze (1)
Paradygmaty rozwoju
 Oceń wpis
   

Po pierwsze uznałem, że lepszy będzie nowy tytuł. Poprzedni był może „chwytny”, ale w jakimś sensie niepotrzebnie prowokujący i osądzający. So...

Aniu i Maćku

...zawsze znajdą się osoby, którym nie uda się "rozkręcić interesu". I są za mało sprytne, że wymyślić coś, czego jeszcze nikt nie wymyślił. Pozostaje praca u bardziej pomysłowych pobratymców: tylko ilu myśliwych zechcą oni zatrudnić i na jakich zasadach (myślę tutaj o pracodawcach i czymś w rodzaju przeludnienia w
skali świata, a nie konkretnego państwa, żeby uniknąć pokusy rozmowy o stanie i sposobie funkcjonowania konkretnej gospodarki)?

Aniu, chyba zawsze będzie taki podział na pracodawców i pracobiorców, dla mnie ważne jest żeby zobaczyć, że im bardziej „ciśniemy” pracodawców tym mniej jest pracy. Im więcej wolności damy kapitalistom tym większy będzie rynek pracy i bardziej zamożni pracobiorcy. Jestem przekonany, że na wolnym rynku to pracodawca szuka pracownika i że jest to dobro tak samo ograniczone jak inne. Choć jak Maciek słusznie wskazuje, ta ograniczoność to wymagałaby wyjaśnienia bo dziwnie jakaś jest... nieograniczona.


Podajesz przykład maszyn do pisania i fotografii natychmiastowej - jednak siła tych wynalazków nie polegała na wykorzystaniu zasobów czy surowców, a na pomyśle. Tak samo jak ich następców: komputera i fotografii cyfrowej. A i te pomysły za czas jakiś zapewne "wyginą" zastąpione lepszymi. Zresztą urządzenia elektroniczne są produkowane w Azji Pd-Wsch, czyli tam gdzie są zasoby taniej siły roboczej.

Siła tych wynalazków tkwi na wykorzystaniu surowców, ale w sposób bardziej wyrafinowany, jeden kilogram stali w maszynie do pisania kosztował wiele razy więcej niż sama stal. Mój notebook zbudowany jest z różnych surowców, ważąc mniej niż 2 kg daje ciekawy przelicznik, jakieś 2 tys zł za 1 kg umownego surowca notebookowego. Podam Ci przykład z dziedziny na której się dobrze znam. Na pewno siedzisz przy oknie, prawda? Spójrz na nie i zgadnij ile mniej więcej firm brało udział w powstaniu tego jednego okienka... Zgadłabyś, że ok 80? Wiesz, że w oknie jest "sito molekularne"?Aha, nie liczę nafciarzy wydobywających ropę potrzebną do zrobienia polichlorkuwinylu (jeśli to okno PVC.) Ile to pracy dzięki nowym niszom i produktom, co? :) Onegdaj ludzie okna zasłaniali zwierzęcymi jelitami...

Ale taka mi prowokacyjna myśl przychodzi do głowy: a co jeżeli ktoś na swojej ziemi ma coś unikalnego, np. niepowtarzalną jaskinię - czy nie jest wtedy monopolistą? A patenty - czy nie powstały po to, aby chronić prywatny pomysł? Własność intelektualną?

To bilety będzie sprzedawał i to tak tanio jak to możliwe (bo inaczej nikt nie kupi) i da pracę paru osobom i zainwestuje zyski albo w biznes albo swoja konsumpcją napędzi innym kapitalistom trochę kapitału. Co do patentów to nie mam tego tematu dobrze przepracowanego i coś mi w nim „śmierdzi” może ktoś to lepiej „ogarnia”?

"Zagarnianie zasobów" – hm... chyba bardziej chodziło mi o tworzenie holdingów i dużych koncernów, które wspólnymi siłami mogą opanować rynek i wykorzystując skalę swojej produkcji ustalić tak niskie ceny, że nikomu nie będzie opłacało się na ten rynek wchodzić.

A tu dotknęłaś mój ulubiony temat Microsoftu. Ja jestem przerażony niekompetencja polityków ścigających giganta z Redmond. Bo my tu możemy sie „gubić” ale biurokratyczne działania naprawdę szkodzą wszystkim. Zwróć uwagę na to co sama napisałaś. mogą... ustalić tak niskie ceny, że nikomu nie będzie opłacało się na ten rynek wchodzić. Aniu, przecież na świecie jest morze kapitału i nie dlatego Gates jest wciąż niepokonany, bo nikogo nie stać na walkę z nim. Zwykłą ignorancją ekonomicznych prawideł jest twierdzenie, że Microsoft nie ma konkurencji. Gdyby jej nie miał to mógłby sprzedawać windows za 3000,-zł a nie za 280 zł. Jednak jeśli cena byłaby wystarczająco wysoka lub jakość kiepska to oj...

A tak przy okazji się zastanawiam: czy liczba nisz rynkowych jest nieograniczona? Czy to, że coraz trudniej jakąś znaleźć znaczy, że nie?

Ja jestem spokojny, ilość nisz wzrasta w tempie geometrycznym i nawet Maćkowa granica wszechświata jest tylko naszą iluzją ludzi postśredniowiecza hihihi

Komentarze (1)
Operator skór niedźwiedzich
 Oceń wpis
   

Dalsza część polemiki w sprawie „Paradygmatów ubóstwa”

Dzięki Aniu za twoje przemyślenia, przy okazji mogę sobie co nieco poukładać we własnej głowie, wchodząc w tak miłą polemikę.

Napisałaś:

A ja sobie myślę, że źródła ubóstwa to (uogólniając): ograniczone zasoby+ władza nad nimi + mniemanie, że trzeba mieć najwięcej jak się da (nawet jak to nie jest potrzebne) + "w kółko Macieju" (mam nadzieję, że Dudek się nie obrazi, że go tak często wzywamy do pomocy). Tzn. załóżmy, że jesteśmy w społeczeństwie pierwotnym: ubogi jest ten, kto ma mniej skór (upolował mniej niedźwiedzi, bo ich zasób jest ograniczony i nie każdy może mieć tyle skór ile by chciał).


A oto co myślę:

Po pierwsze, jeśli upolował mniej to nie dlatego, że zasób jest ograniczony, tylko był mniej sprawny. Ja np. słabiutko śpiewam i właściwie żadnej skóry na tym rynku nie upoluję. To prawda, że niedźwiedzi jest skończona ilość, ale dlaczego upierać się przy niedźwiedziach czy śpiewaniu jeśli jestem w tym kiepski? Pamiętasz Aniu maszyny do pisania? Osiągnęły one swojego czasu bardzo wysoki poziom zaawansowania. Były firmy, które były „władcami” tego rynku, podobnie jak polaroid był „panem” fotografii natychmiastowej... No i co się stało z władcami? Ale oni byli przedsiębiorcami bez aparatu przymusu państwa i na szczęście mogli wyginąć

Kto ma więcej skór, jest uważany za ważniejszego i staje się np. wodzem i znowu jest ważniejszy i dostaje skóry w prezencie i znowu jest bogatszy i ważniejszy (a może by tak jeszcze wprowadzić w którymś momencie monopol na zabijanie niedźwiedzi?).... a jego rodzina po latach jest właścicielem np. koncernu mięsnego.

Rzecz w tym, że kapitalista, który zbił fortunę na skórach ma jedynie kapitał i swoją markę, na wolnym rynku straci ją szybko jeśli sprzeniewierzy się zasadzie służenia swoim klientom, jeśli zacznie ich lekceważyć czy oszukiwać. On nie ma władzy, to on jest we władaniu kaprysów klientów. Natomiast patologie zaczynają się jeśli wmiesza się w tą relację urzędnik czyli Państwo. Zacznie reglamentować, certyfikować, dotować (zabierać innym aby dać innym) albo przydzielać koncesję (np. tylko 5 myśliwych może zajmować się niedźwiedziami i telefonią komórkową). To państwo w tej czy innej postaci handluje władzą a walutą jest przymus ustawodawczy. Sama piszesz o ewentualnym monopolu na zabijanie niedźwiedzi. Monopoli nie wprowadzają przedsiębiorcy, monopole powstają w wyniku ingerencji urzędniczej. W ten sposób przedsiębiorczość jest deprawowana bo stara się o monopol, przywileje i nie musi zabiegać o uznanie klienta.

Z kolei zagarnianie jak najwięcej zasobów dla siebie powoduje, że osoby które mogłyby te zasoby wykorzystać, nie mogą tego zrobić i muszą się obejść smaczkiem kombinować co tu zrobić - jedni poszukają innych zasobów; a większość będzie narzekać i prosić o pomoc.


Piszesz „zagarnianie”... hm... jak to rozumiesz? Czy ludzie tacy jak właściciel koncernu IKEA ( jeden z najbogatszych ludzi świata) swoje zasoby „zagarnęli”?! I są w jakiś sposób nie w porządku wobec tych, którzy sie wobec ich własności muszą obejść smaczkiem? Dla mnie czyjaś własność, duża czy mała, jest święta i dotykamy tu jakiegoś fundamentu budowania ludzkich relacji czyli stosunku do własności. Po za tym, jeśli ktoś ma fortunę, i trzyma ja w „skarpecie” to, przepraszam za dosadność, jest idiotą i szybko ją straci. Jego kapitał musi pracować na wiele sposobów bo go szybko straci.

Zastanawiam się nad jakąś puentą i wychodzi mi na razie, że utwierdzam się w moich poglądach, z przyjemnością przeczytam twój komentarz do moich kontrargumentów.

Komentarze (3)
Paradygmaty ubóstwa 2
 Oceń wpis
   

Do mojej pierwszej propozycji "paradygmatów ubóstwa" ustosunkował się na razie kronos. Mimo mojej odpowiedzi w komentarzu, postanowiłem wyciągnąć naszą polemikę na światło bloga. Dlaczego? W puencie...

Komentarz kronosa:

To bełkot pijanego, nad głupotą narkomana.
Pomijając nawet, to że dokonano totalnej grabieży majątku narodowego, to przyczyna tkwi zupełnie gdzie indziej. Ubóstwo tkwi w tym, że ludzie nie mogą otrzymać kredytu by móc uruchomić działalność gospodarczą. Dostępność i przystępność kredytu spowodowała by bum gospodarczy, bo powstało by tysiące zakładów, które by płaciły podatki i zatrudniały jednocześnie
bezrobotnych. A zatem, duże wpływy z podatków, spadek wypłacanych zasiłków, większe wpływy do zusu i lepsza kondycja fizyczna obywateli. Ponadto z większymi wpływami z tytułu podatków dało by szansę na obniżenie podatku a tak, to będziemy tylko słuchać, że trzeba obniżyć podatki, ale niestety państwa na to nie stać, bo mamy za małe wpływy. No i tak pętla się zamyka a niemożność ciągle rośnie, bo za małe wpływy i tak w kółko Macieju!

Drogi kronosie

Po pierwsze trochę nie rozumiem twojej przebijającej się w epitetach złości, ale w porządku :). Nie pokazałeś słabości mojego rozumowania natomiast proponujesz inną przyczynę ubóstwa. Zastanówmy się nad dostępnością kredytu, choć ja to mylące słowo zamieniłbym na KAPITAŁ. Bo jeśli proponujesz ów KAPITAŁ wydrukować rękoma urzędników to odsyłam Cię do krótkiego wyjaśnienia grozy tego pomysłu tutaj. Jeśli dalej to dla Ciebie „bełkot” to nasza dyskusja nie ma chyba sensu i odmienność poglądów oddala dogadanie się. Aby KAPITAŁ był dostępny tym bardziej potrzeba uwalniać tych, którzy mają kapitalistyczny witalizm w sobie i potrafią wytwarzać potrzebne konsumentom dobra i kumulować KAPITAŁ (czyt. nagrodę za kapitalistyczny talent). Im mniej skrępowana jest gospodarka tym więcej jest funduszy inwestycyjnych, prywatnych inwestorów i większa jest dostępność do KAPITAŁU dla każdego, kto ma jakiś pomysł na biznes. Ci z kapitalistycznym talentem raz, że potrafią zrobić biznes, dwa, że potrafią rozpoznać komu pożyczyć. Natomiast zabranie właśnie im tej nadwyżki inwestycyjnej przez urzędników (z definicji słabo utalentowanych biznesowo) to ogromne marnowanie pieniędzy (w nomenklaturze ekonomicznej jest to tzw. alokacja). Ten sam Gilder, pisze coś, co na początku mnie zaskoczyło; że
tragedią nie jest sama alokacja środków, lecz zabijanie tego kapitalistycznego witalizmu, wyszydzanie bogactwa i ambicji jego osiągania. Ludzie się zniechęcają, tracą odwagę i wyglądają za pomocą od... urzędników czyli Państwa. Co do „w kółko Macieju” to się zgodzę. Dopóki Państwo nie przestanie wydawać pieniędzy, których nie ma, dopóty będzie w deficycie, sam
spróbuj to zrobić. Dlaczego Ci sami urzędnicy ustalający wydatki nie mogą tych wydatków wykreślić? To rzeczywiście brzmi jak „bełkot pijanego” a przynajmniej nieroztropnego finansowo: "nie możemy obniżyć podatków bo już je wydaliśmy", parafrazując: "nie mogę przestać wydawać
więcej niż zarabiam bo już zaplanowałem wydatki większe od dochodu..."

teraz puenta:

kronosie, napisałeś:

...że trzeba obniżyć podatki, ale niestety państwa na to nie stać, bo mamy za małe wpływy.

Ja przetłumaczę to tak jak rozumiem:

...muszę zmniejszyć wydatki, ale niestety mnie na to nie stać, bo za mało zarabiam...


Komentarze (1)
Paradygmaty ubóstwa
 Oceń wpis
   

Jałowa dysputa profesora Hausnera naprowadziła mnie na rozmyślania o tym, jak wyrwać się z zaklętego kręgu biurokracji i ubóstwa. Używamy tylu argumentów, demaskujemy paradoksy i absurdy. Tymczasem cały ten gąszcz autodestrukcyjnego społecznego zagubienia chyba nie wart jest specjalnych analiz. Trzeba spojrzeć na korzenie, z których wyrastają mity na pograniczu ekonomii i socjologii. Sądzę, że to są najwyżej 3 ogólne „powszechne mniemania”. Wykarczowanie ich załatwi całą „koronę” absurdu. Proponuję wspólną pracę nad „paradygmatami ubóstwa”.

Jako pierwszy proponuję za Gilderem:

Przyczyną ubóstwa jest powszechne mniemanie, że przyczyną ubóstwa jest bogactwo (innych).

Większości się wydaje, że bogaci bogacą się ich kosztem, że „wyrównywanie” czyli wysokie podatki są sprawiedliwe. To taki korzeń ekonomiczny i zmiana tego mitu zamieniłaby się w akceptację bogactwa i świadomość, że im więcej i im większe bogactwo tym łatwiej o zamożność innych.


Co do korzeni państwowości i biurokracji przydałoby sie coś wyłapać...

Komentarze (2)
Profesor Hausner
 Oceń wpis
   
Spotykam tu bardzo trafne analizy ludzi z dużą wiedzą, celne i czasami ze wspaniałym humorem (ostatni felietonik Maćka Dudka to perełka) wystarczy tylko ten komizm destylować i pakować na bloga”. Spotykam też silne emocje na granicy bezsilności i rezygnacji (jak ja to dobrze znam). Mi jednak, chyba się już nie chce destylować. Prof. Hausner zastanawia się jak sobie z KRUSEM poradzić... Panie psorze... mi sie nie chciało doczytać nawet do końca i powiem dlaczego. Taką analogio-parabolą to powiem...

Niech Pan sobie wyobrazi krzywy dom, w którym nie ma jednego prostego kąta, cały skrzypi i ledwo stoi. Pan stojąc przy oknie, dziwolągu, wykonanym w części z profili PVC, w część z drewna, nie widzi całej tej chorej budowli i zastanawia się w przeuroczy profesorski sposób nad nowymi kolorami; różowy czy zielony? Polemizuje Pan, z gracją 7 letniej dziewczynki na szkolnym przedstawieniu, z fioletowymi majstrami (ministrami)... Tymczasem tylko, tylko fiolet pasuje Panie psorze.

Napisał Pan tak:

Propozycje te oznaczają, że opowiadam się za utrzymaniem KRUS oraz wykluczam aktualnie możliwość jego samofinansowania. Uznaję natomiast za możliwe znaczące ograniczenie jego subsydiowania. Także w następstwie uporządkowania i sanacji systemu oraz eliminacji nadużyć.

Pozwolę sobie na lekką parafrazę:

Propozycje te oznaczają, że opowiadam się za utrzymaniem tego „dzieła” oraz wykluczam aktualnie możliwość wypier... majstra bo jego nos wskazuje na głębokie upośledzenie (w socjalizmie dbamy o te warstwy społeczne najbardziej). Uznaję natomiast za możliwe znaczące ograniczenie subsydiowania mu denaturatu. Także w następstwie uporządkowania i sanacji całej budowli oraz eliminacji niedoróbek.

Wie Pan co... w komunie też niektórzy gadali, że prawdy się nie mówi... i czasami mieli rację, ale w przeciwieństwie do nich, Panu nie grozi wiezienie czy prześladowania. Czego się Pan boi Panie psorze, wykluczenia z fioletowego towarzystwa?

P.S. Odpowiedzi się nie spodziewam, choć żywię nadzieję, że coś w Panu poruszę... pozdrawiam
Komentarze (3)
Lotniskowiec nie dla Gilowskiej
 Oceń wpis
   

Dobry polityk to taki, któremu przedsiębiorca powierzyłby firmę. Znacie takich? Ja tylko jednego, ale nie żyje, a jego imię nosi najnowocześniejszy lotniskowiec świata. Piję tu do spostrzeżenia o dwóch typach mentalności - Pracodawcy i pracobiorcy. Gdyby tak się przyjrzeć, to wśród polityków decydentów nie znajdziemy chyba przedsiębiorców. Jednak problem polega nie na tym, że jakaś część społeczeństwa nie jest reprezentowana, ale na tym, że są to...dawcy. Czy może być bardziej banalna konstatacja, że jak biorcy nie dbają o dawców to wcześniej czy później uschną... Pszoniak w legendarnym kabarecie Pod Egidą, nabijał się z PRL-wskich polityków, że pasożyty to mają w przeciwieństwie do nich rozum... bo dbają o organizm na którym pasożytują. Tia... czujemy się zadbani, co Panowie lumpenliberałowie?

Ponieważ rozstałem się z profesor Gilowską, nie przeżywam już tak bardzo jej „występów”, ale dziś jak przeczytałem jej słowa, że podatki w 2007 będą niższe to już mi się wstyd zrobiło i za nią kłamczuszkę i za nas sierotki bezwolne...

Tak Pani Profesor, zasługuje Pani najwyżej na drewnianą tratwę bojową...


Komentarze (1)
Polska jest... DZIECKIEM 2
 Oceń wpis
   
Jako mężczyzna mam poczucie winy, że pełnię genetycznie rolę trutnia... i nie zdycham. Wiem, że trudno jest facetowi zbliżyć się mentalnie do całej sfery ciąży i nie łatwo pojąć głębokość sfery macierzyństwa. Wiem, że mój głos zawsze obarczony będzie płciowym egoizmem, bo nie wiem jak to jest być kobietą. Jednak w kwestii aborcji pozwolę sobie nie zgodzić się do końca z Panią Manuelą. Dysponowanie swoją macicą to jedno, dysponowanie płodem to co innego. Specjalnie używam słowa płód, żeby nazewnictwem nie rozpocząć płytkiego osądzania. Widzę pewną nieścisłość dotyczącą odpowiedzialności. Często w życiu znajdujemy się w sytuacjach „na krawędzi”. My chłopcy np. skaczemy niebezpiecznie do wody i... łamiemy sobie kręgosłupy. Jest oczywiste, że nie planowaliśmy tego. Ja nie mam zdania co do dopuszczalności aborcji, ja tylko wiem jak łatwo nie brać przez ileś tam chwil odpowiedzialności, jak łatwo się zapomnieć...

Czasami ponoszona odpowiedzialność wydaje się niewspółmierna do intencji. Jednak kiedy nie słyszę, ze strony kobiet refleksji tylko banalne argumenty o macicy to przestaje być rozumiejący i zaczynam się buntować. Wiem, w naszym społeczeństwie facet umywa ręce i spada na następny kwiatek... i gdzie tu odpowiedzialność?! Jednak najbardziej zbliża mnie do ochrony dziecka poczętego, koszt jaki płacą właśnie te kobiety, którym się wydaje, że uciekły od ciężaru urodzenia niechcianego dziecka. Psychologia odkrywa dziś jakie głębokie blizny pozostają w psychice kobiety po aborcji. Cała ta wrzawa być może na chwilę łagodzi ból wielu kobiet, wycisza poczucie winy... ale tylko na chwilę i jeśli beztroska aborcja ma być na sztandarach nowej partii to może stracić ona poparcie... kobiet
Komentarze (0)
Polska jest... DZIECKIEM 1
 Oceń wpis
   

Jako mężczyzna dumny jestem z siebie, że wielowiekowe, wręcz atawistyczne męskie „poczucie przewagi” z siebie konsekwentnie „wyrywam”. W końcu z mlekiem matki je wypiłem a dzieciństwo rzeźbi późniejszego dorosłego i nie jest łatwo. Pewnie równie trudno jest współuzależnionym kobietom wyrywać się brutalnym mężom i konkubentom. Sądzę, że Partia kobiet to pomysł dobry i może spełnić ważną misję edukacyjną, ale dla obu stron. Popieram i chętnie wesprę choć uczciwie mówię, że na razie widzę w tym wiele niedojrzałości i niestety socjalistyczno-państwowych zapędów. Ale dojrzałość przyjdzie, jeśli nawet ten ruch miałby się spalić we własnym ogniu, to następny nie będzie tak agresywny przez co bardziej skuteczny w walce o swe interesy. Jednak na dziś, wolałbym rządy kobiet niż facetów z bardzo ważnych dwóch powodów

1. EMPATIA - Nasi siermiężni politycy to prawdziwe kłody drewna, a subtelnością dorównują sowieckim modelom T-34. Na argumenty potrafią zdecydować tylko czy... normalny pocisk czy podkalibrowy.

2. UMIEJĘTNOŚĆ SŁUCHANIA - Przyznajmy się Panowie, ilu z nas pracuje nad tym co zanikło całkowicie w sejmie? Myślę, że nie ma co się obawiać kobiet u steru, są zbyt wrażliwe, żeby krzywdzić ludzi a przecież o nic więcej nie chodzi...

No i jest nadzieja, że może coś się zmieni w sprawie ostatniej rzeczywiście dyskryminowanej mniejszości... DZIECI

Ale to inna historia...
Komentarze (1)
uwaga! sceny drastyczne
 Oceń wpis
   

Cóż ja poradzę, że wyobraźnię mam czasami za szybką. Zanim się zorientowałem, zdążyłem już zobaczyć słodkie ciało posła Łyżwińskiego „pokrywające” niewinną. Łeeeech.... doznałem wstrząsu. Jak można mówić o takich rzeczach, pokazywać aktora i nie uprzedzić, że wywołane wyobrażenia mogą obfitować w sceny drastyczne i niebezpieczne dla psychiki nawet dorosłych. Tak na marginesie, ta cała sex afera spowodowała, że przyjrzałem się posłom od strony ich walorów estetycznych. Wręcz zastanawiająca jest ich „uroda”, żeby nie powiedzieć sexapeal. Czy w tym nie kryje sie jakaś tajemnica? Czy czasem te „gwiazdy” nie wiedzą o polityce czegoś co nam niedostępne? Może to niespełnieni aktorzy, beztalencia uzależnione od reflektorów a cała ta polityka to tylko przykrywka...


Komentarze (1)
Lek na lęk
 Oceń wpis
   

Czas to iluzja, która odwodzi nas od decyzji. Jedyna rzecz, która powstrzymuje nas od życia to... lęk. Po 90-tce będzie za późno na wszystko co wciąż się w nas tli. Nasz dzień to setki lęków. Przed szefem, pracownikami, żoną, policjantem, dzieckiem, krytyką, porażką, chorobą, sukcesem. Przed dużą prędkością i niską prędkością. Ale to wszystko pochodne dwóch głównych lęków jakie mamy. Lęku przed śmiercią i lęku przed... życiem. I tak na jedno wychodzi... nie żyjemy w pełni. Wypieramy to i szukamy intelektualnych uzasadnień, wewnętrznie się manipulujemy, a przy okazji, zdajemy się na naszych władców regulujących zasady życia. Przed snem kładąc się do łóżka ulegamy ostatniej iluzji... lękowi. Dobranoc :)

Komentarze (1)
30 gr. za drogo
 Oceń wpis
   
Wiem, rozpisuję się za dużo o podatkach. Wiem, jestem „elementem” przedsiębiorczym, który chce tylko zakombinować jak zapłacić mało albo wcale. Wiem, jestem nie etycznym lumpenliberałem. Wiem, powinienem zejść z mojej wypaczonej drogi i brać przykład z uczciwości urzędników i polityków.

Waszego szacunku dla mnie, dla tego krnąbrnego i pozbawionego instynktu społecznego obywatela, doświadczam codziennie na każdym kroku i taki byłem niewdzięczny bo nie widziałem Waszego poczucia sprawiedliwości. Postanowiłem docenić Wasze starania dziś, kiedy zauważyłem kolejny dowód mojej ważności dla Was... na fakturze za paliwo. Wiedziałem wcześniej, że do ceny hurtowej litra benzyny doliczacie akcyzę w wys. 1.36,-zł (wiem, dla mojego dobra), ale nie zwróciłem nigdy uwagi na Waszą wyrafinowaną mądrość. Naliczacie jeszcze do tego VAT, czyli na każdym litrze Polak płaci 30 gr. podatku VAT od podatku akcyzowego. Czyli jak podniesiecie za chwile akcyzę to wzrosną Wam wpływy również z VAT-u!. Qrcze! Oddam Wam chętnie moją firmę do zarządzania. Nie chcecie?! A... firma nie może stosować przymusu?... rozumiem...

Komentarze (1)
Hurt podatkowy
 Oceń wpis
   

Jeśli kupisz jedno mleko płacisz cenę detaliczną, jeśli paletę to oczywiście hurtową, jeśli kontener to już zupełnie inny świat. Te oczywiste prawidła ekonomiczne politycy odwrócili do góry nogami. A może tak powrócić do rozsądku i zrobić progresywną stawkę podatkową... odwrotnie?!

Niech podatek wyniesie 20%, ale po przekroczeniu pewnej kwoty niech konsekwentnie spada! Im więcej płacisz do budżetu, tym niższy podatek. Efekt? Każdy będzie starał się uzyskać jak największy dochód i zamiast w szarą strefę uciekał będzie w... złotą? Podejrzewam, że opłacalne to będzie zwłaszcza dla Państwa. Czy ktoś wie jak podrzucić ten pomysł „wierchuszce”?

Komentarze (3)
Obywatel Pasa Transmisyjnego.
 Oceń wpis
   
Chciałbym dodać otuchy wszystkim ludziom tęskniącym za odpowiedzialną wolnością i zmęczonych światem przymusu i przemocy. Przede wszystkim, nie jesteśmy oszołomami, mamy po prostu rozbudzoną wrażliwość. Natomiast cechą serwisty czy może jednak serwilisty, jest brak zdolności percepcji przemocy i przymusu. Jest jak daltonista, któremu chcesz pokazać kolory. Z tą różnicą, że tonalność dotyczy czerwieni a nie szarości ( tzn. jest krew albo nie ma, ha ha to mi sie udało!). Jednak o paradoksie! Serwiści, czy serwiliści, nie muszą być przedmiotem naszych starań, nie trzeba ich wyrywać ze stanu uśpienia. Chcę podzielić się wrażeniami z przecudownej książki. Napisali ją Linda i Morris Tannehill a nosi tytuł „Rynek i Wolność”. Nikt jeszcze tak trafnie i pięknie nie potrafił uzasadnić np. odebrania monopolu państwa w kwestii wymiaru sprawiedliwości ( czy to serwiliście zmieści się w wyobraźni?). Polecam, to moja książka do poduszki, jak Gilder dla Reagana. Piszę o niej bo zastanawiałem się czemu piszemy nasze artykuły i blogi o wolności, dlaczego chcemy szerzyć kaganek oświaty (hahaha;). Do czasu tej książki miałem często takie przygnębiające wrażenie, że jestem jakimś fantastą, naiwniakiem czy oszołomem. Z drugiej strony zwolennik wolności człowieka nie może siegać po idee rewolucji i użycia siły aby uwalniać innych (to marksizm, faszyzm i inne wojujące idee się w tym specjalizują). Jednak Tanehillowie w ostatnim rozdziale dali mi nadzieję i otworzyli oczy.

W każdym społeczeństwie tylko niewielka mniejszość – być może jeden do dwóch procent – twórczo myśli. Nieco większy procent działa jako pas transmisyjny, przekazując idee myślicieli pozostałej części społeczeństwa. Ogromna większość ludzi po prostu wchłania idee z otoczenia kulturowego, w jakim się znajduje przejmując bezkrytycznie i bezmyślnie słowa autorytetów...”

Chyba nikt nie zaprzeczy, że ludzie w ogromnej większości, myślą to co mówi główny nurt mediów. Wystarczy, że autorytety tego nurtu pojmą i dostrzegą chory i siłowy charakter współczesnych państw.

Ja czuję się obywatelem TRANSMISYJNEGO PASA i obserwuję, jak powolutku się „budzi”. Nie wiem czy dożyję społeczeństwa prawdziwie leseferystycznego, ale głęboko wierzę, że nadejdzie.

P.S. Mam takie małe „skrzywienie”, kupuję co jakiś czas 10 egzemplarzy „Rynku i wolności” i jak spotykam kogoś zdradzającego wolnościowe inklinacje, to mu ją podarowuję. Postanowiłem skierować jeden egzemplarz Tannehillów Maćkowi Dudkowi (Maćku, napisz do mnie proszę), prześlę też po egzemplarzu (na mój koszt) dwóm zainteresowanym osobom, które napiszą do mnie maila na gubon@poczta.onet.pl

qrcze... oszołom jakiś czy co? :)


Komentarze (0)
Wolność... proszenia
 Oceń wpis
   

I ja dorzucę cegiełkę do pojęcia wolności. Niech kryterium będzie... „prawo do odmówienia”. Brzmi to tak:
Masz prawo budować swoje życie jak tylko sobie wymyślisz, masz prawo oczekiwać też od innych pomocy, współpracy czy rzeczy materialnych, ale jeśli twoje działania wkraczają na czyjeś granice, czyjąś integralność czy bezpieczeństwo to: POPROŚ I DAJ UCZCIWIE PRAWO DO ODMÓWIENIA”.
Uczciwie, czyli bez podtekstów, ukrytych haków i opóźnionych konsekwencji. To wystarczy, to jest podejście człowieka wolnego i dającego wolność innym.
Jeśli uważasz, że podatki powinny wynosić 95%, jeśli uważasz, że jest za mało czy za dużo drzew w stosunku do rzepaku, to po prostu przekonaj o tym innych. Zainwestuj swoje! pieniądze, pisz, przemawiaj, wiecuj, ale daj prawo do odmówienia tym, których nie interesuje los wróbli paskowanych. I nie atakuj ich za głupotę, antypaństwowość, konserwatyzm czy inną płeć. Szanuj ich odmowę, nie przekonałeś ich po prostu.
Przetestujcie to prawo, ja robię to często i zawsze się sprawdza. Trzeba tylko nauczyć się odfiltrowywać intelektualne próby podważenia tej zasady. Np. „poproś mnie żebym jeździł prawą stroną i daj mi prawo do odmówienia (jeszcze zazwyczaj pojawia się hihihihi). Tymczasem jeśli się temu przyjrzeć bliżej, to tak naprawdę ta prośba brzmi tak: daj mi prawo do narażenia twojego życia dla mojego widzimisię intelektualnego i nie liczę się z twoją odmową.
A podatki? Qrcze wystarczy, że wszyscy odmówimy przez miesiąc, dwa...
Jednak podatki to przemocą egzekwowany przymus, ale jak napisał Maciek Dudek, dla serwisty kajdany to bransoletki, a podatki to wdzięczność ze udzielenie zgody za możliwość życia.

Komentarze (1)
Żegnaj Zyto!!!
 Oceń wpis
   

Jest Pani moim największym rozczarowaniem ostatnich lat. Często słuchając Pani wypowiedzi z opozycyjnych ław, odnosiłem wrażenie, że liznęła Pani przedsiębiorczego chleba i wie co rozwija gospodarkę. Tymczasem okazuje się, że obiecując gruszki w przyszłości, równocześnie od stycznia 2007, tnie Pani ostatni skrawek wolności ludzi przedsiębiorczych czyli samozatrudnienie (qrcze, nawet mój openoffice podkreśla na czerwono to słowo, co za kraj...). Teraz już wiem, że jeśli nawet czytała Pani Misesa, Rothbarda, Gildera, Hultberga czy Salerno to tzw. „drugim umysłem”, już nie zdolnym do zmian i rozwoju, a szkoła austriacka jest dla Pani w ...Wiedniu. Niekompetencje ekonomiczną Kaczyńskich (przy nich to nawet Keynes ma w sobie urok) już dawno zauważyłem i tym ważniejsza była dla mnie Pani obecność u ich boku. Czułem, co prawda, już wcześniej niepokoje o błędność mojej oceny Pani, ale urocze „wrrrrróć” dodawało mi wiary. 01.01.2007 jest naszym dniem pożegnania Pani Zyto.

Komentarze (4)
WON! z perspektywy 13 i 23 wieku
 Oceń wpis
   

Jesteśmy wolni z perspektywy 13 wieku ale jakby spojrzeć na to z perspektywy 23 wieku... Dawny parobek akceptował fakt, że jego Pan mógł spędzić pierwszą noc z jego świeżo poślubioną żoną. Dziś wydaje się to szczytem zniewolenia. Ilu wieków trzeba abyśmy zobaczyli współczesne formy przemocy i zniewolenia? Czujecie się wolni? Nabyłem ostatnio nieruchomość i:
Czy mogłem nie pojechać, za moje pieniądze, wezwany do US z podejrzeniem zaniżenia wartości?
Czy mogłem nie wydać własnych pieniędzy na odbitki zdjęć, bo oni nie mogą wsadzać żadnych obcych nośników do komputerów?
Czy mogę nie rozumieć jakim prawem i kim jest ten ktoś kto nawet nie powie „proszę usiąść” i zadaje mi pytania, okazuje nieufność.

Czy mogę powiedzieć... WON!!!!! WARA!!!!!

Wiecie gdzie ostatecznie bym wylądował... w dziewiętnastowiecznym więzieniu



Komentarze (3)
To... prawo czy sprawiedliwość?
 Oceń wpis
   
Prawo i sprawiedliwość... zastanawiam się jak to rozumieć. Bo prawo w nazwie oznacza skuteczne prawo, tak? To co oznacza sprawiedliwość? Czy to sie jakoś nie kłóci? Skuteczne i szybkie prawo nie oznacza czasem możliwości rozwiązania sporu? To co? Sprawiedliwość „musi być po naszej stronie” ? Ja wolałbym partię Prawo i Wolność...

Jakoś niestety współgra ta sprawiedliwość z słowami Lepera z audycji wyborczej "wybieracie ludzi którzy będą wami rządzić” sic! Ja naiwnie myślałem, że będą nam służyć...bo im za to do cholery ciężkie pieniądze płacimy! Ot i sprawiedliwość... a jakie PRAWO!


I bezprawie może być skodyfikowane.

Stanisław Jerzy Lec

Komentarze (0)
1 | 2 |
Ankieta
Czy wiesz, że ponad 70% efektów twojej pracy zabiera Państwo?
Wiem, to naturalne...
Wiem, to jest chore...
Nie wiem, sądzę że mniej...
To bzdura!
Najnowsze komentarze
2008-10-27 00:57
Andy P:
Czeski dolar
Witam Andrzeju, myślałem już że nie odwiedzasz tego miejsca :) Co do informacji przedstawionej[...]
2008-03-04 20:30
Admin Artur:
Brytfanna, Bismarck i służba zdrowia
MY.. czyli zespół prywatnezdrowie.pl jak najbardziej solidaryzujemy się z autorem... [...]
2008-02-02 23:00
:
Lek na lęk
Spodobało mi się :) dobranoc
Najnowsze wpisy
2008-10-26 16:35 Czeski dolar
2008-01-19 12:00 Sms-owa segregacja klasowa
2007-12-26 18:44 Mikołaj zdemaskowany...
2007-12-16 17:51 Polak ma przerąbane!
2007-12-08 00:08 Brytfanna, Bismarck i służba zdrowia
O mnie
Gubon
Jestem dziennikarzem branżowym a równocześnie przedsiębiorcą... to rozwijające zestawienie